if you believe in love at first sight... you never stop looking.
Pomyslalam sobie o dwoch sytuacjach z zeszlego tygodnia. Jedna miala miejsce w sobote (nie te, ale poprzednia). Mimi musial sie uczyc, ja w zasadzie tez. Lazilismy sobie przed kinem, spytal, co bede robic po poludniu. Powiedzialam, ze uczyc sie. On, ze tez i costam, ze chyba lepiej, zebym pojechala do siebie. Okay, powiedzialam, rozumiem. Tlumaczyl, ze ciezko mu sie uczyc, kiedy jestem, bo chce byc wtedy ze mna i w sumie naprawde go rozumialam, tylko nie chcialam, zeby tak bylo. Bylo mi smutno i w sumie nie chcialam z nim rozmawiac na ten temat. Po kilkunastu minutach w koncu mniej wiecej zakomunikowalam mu, o co chodzi. Powiedzial, ze nauczy sie uczyc przy mnie. Zachowalam sie, jak wredna, wstretna szantazystka emocjonalna, a on jak dojrzaly i racjonalny facet.
Drugie zdarzenie mialo miejsce bodajze we wtorek albo srode. Czegos sie wystraszylam (w sensie emocjonalnym) i zrobilam taka mine, jakbym chciala plakac. Zaczal mnie prosic, zebym nie plakala, bo on tez bedzie i w ogole stwierdzilam, ze empatie to ma niezle rozwinieta... Tym razem go nie szantazowalam, naprawde zlapalam dola i bylo mi strasznie smutno.
A tak na marginesie to myslalam wczoraj o Marcinie. O tym, ze w gruncie rzeczy po rozmowie (tej na gg, podczas ktorej umowilam sie na sniadanie) z Mimim, nie chcialam, zeby Marcin przyszedl i wszystko pokomplikowal. Nastepnego dnia powiedzialabym mu juz, ze musimy na jakis czas sie rozstac. Bo nowy zwiazek to nowa nadzieja, ze wszystko ulozy sie lepiej, niz poprzednio, a mnie z tym wszystkim juz nie chcialo sie walczyc. Oczywiscie, ze bym walczyla, gdyby Marcin dal mi szanse. Ale nie dal. Chce sie z nim spotkac i dowiedziec, o co poszlo.
Mimi dzwonil do mnie wczoraj, ale mnie obudzil i przez przypadek wylaczylam. Pyta, gdzie bedziemy w niedziele, bo ma plan. Juz sie boje.
Drugie zdarzenie mialo miejsce bodajze we wtorek albo srode. Czegos sie wystraszylam (w sensie emocjonalnym) i zrobilam taka mine, jakbym chciala plakac. Zaczal mnie prosic, zebym nie plakala, bo on tez bedzie i w ogole stwierdzilam, ze empatie to ma niezle rozwinieta... Tym razem go nie szantazowalam, naprawde zlapalam dola i bylo mi strasznie smutno.
A tak na marginesie to myslalam wczoraj o Marcinie. O tym, ze w gruncie rzeczy po rozmowie (tej na gg, podczas ktorej umowilam sie na sniadanie) z Mimim, nie chcialam, zeby Marcin przyszedl i wszystko pokomplikowal. Nastepnego dnia powiedzialabym mu juz, ze musimy na jakis czas sie rozstac. Bo nowy zwiazek to nowa nadzieja, ze wszystko ulozy sie lepiej, niz poprzednio, a mnie z tym wszystkim juz nie chcialo sie walczyc. Oczywiscie, ze bym walczyla, gdyby Marcin dal mi szanse. Ale nie dal. Chce sie z nim spotkac i dowiedziec, o co poszlo.
Mimi dzwonil do mnie wczoraj, ale mnie obudzil i przez przypadek wylaczylam. Pyta, gdzie bedziemy w niedziele, bo ma plan. Juz sie boje.

0 Comments:
Post a Comment
<< Home