Thursday, February 10, 2005

love is an accident... waiting to happen.

Mimi dzwonil dzis rano, zeby mi powiedziec, ze mnie kocha. Pamietam, jak spotkalam sie z nim po raz pierwszy i potem rozmawialam z Tomkiem. "Moze Mimiemu uda sie to, co nie udalo sie mnie?" - Powiedzial. Rozesmialam sie. Spotkalam faceta, ktory nie stawia mi wymagan, ktory moze mi poswiecic swoj czas i ktory nie probuje mnie zmieniac. Jestem okropna ostatnio, dobrze o tym wiem... Nie sprawdzam go, tylko wiem, ze on i tak bedzie ze mna. Tomek by ze mna nie wytrzymal. Przy nim zawsze bylam taka ulozona, grzeczna i pokorna, teraz go denerwuje, chociaz mowi, ze i tak mnie lubi. Mysli chyba, ze jestem zla kobieta, a prawda jest taka, ze dopoki bylam w nim zakochana, to mi zalezalo i staralam sie, jak moglam, ale chyba nie do konca bylam soba. Zreszta nie wiem, co T. sobie wyobraza! Ze kobieta bedzie wokol niego skakac, zeby go zdobyc? Za kogo on sie uwaza?
Pisalam kiedys, ze jesli o Mimim, to nigdy nie przychodzi mi do glowy wyraz "zawsze", jakos nie pasuje... Moze z powodu jego/naszego mlodego wieku. Ale to slowo zostalo wypowiedziane - i to nie przeze mnie. Jak sie obudzilam, myslalam, jaki bylby moj swiat bez niego. Nudny i tak malo optymistyczny... Jak dobrze, ze jest.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home