Friday, January 21, 2005

Know that you're that one for me

Naprawde sie zakochalam. Powiedzialam mu o tym. Ale po kolei.
W zeszly wtorek dostalam zaproszenie od Mimiego, zebym wpadla do nich, bo Rafal zaprosil kolezanki na piwo. Nie czulam sie za dobrze, ale przyjechalam. Kolezanki przybyly po mnie, okazalo sie, ze to blizniaczki (Sabina i Justyna, Sabine poznalam w Geancie, a Justyna to ta od sygnalow). Nie chcialo mi sie pic, tylko troche... Mimi ciagle sie mna zajmowal, powiedzial, ze tesknil, chcial, zebym zostala na noc, ale ja ciagle nie czulam sie najlepiej... Myslalam, ze bede sie dusic w zwiazku, kiedy ktos poswieca mi 100% uwagi, ale po "zimnym" Tomku i Marcinie - nawet chwila, kiedy nie jestem w centrum jego uwagi, wystarczy, zebym zechciala znow stanowic obiekt jego zainteresowania. Jestem rozkapryszona bardzo, on mi na to pozwala. Na razie nie przybiera to niebezpiecznych rozmiarow... Chcialam, zeby nocowal u mnie, powiedzial, ze w czwartek. Skrzywilam sie. Spytal, czy bardzo chce. Ja, ze tak, ale nie bede go szantazowac emocjonalnie. W koncu i tak wyszlo na moje, bo stwierdzil, ze skoro mi tak bardo zalezy, to dobrze, bo on mnie kocha. Wyglupialismy sie, nosil mnie na rekach, tanczylismy... Potem wsiedlismy w autobus, pojechalismy na Salwator i idac Kosciuszki poklocilismy sie o cos - tzn. ja sie obrazilam, jak on mnie przepraszal! Potem wzielam go nad Wisle... Bylo romantycznie, chociaz w to samo miejsce chodzilam z Marcinem... :/ Lubie z nim rozmawiac, jestesmy do siebie podobni, podobnie reagujemy na te same sytuacje. Ale mamy tak rozne zainteresowania! Ja nie lubie gazowanej wody, on innej nie pije raczej. Nie lubie wysokich poduszek, a on inaczej nie zasnie... Lubimy niebieski, Jamesa Bonda i sport, chyba tyle.
On zauwaza, ze ja czegos nie mowie. Nie mowie mu o tym, co dotyczy Marcina. To mnie boli. Ciagle boli. Ech.
Powiedzialam mu, ze Kaska uwaza, ze Tomek ma obsesje na moim punkcie. Mimi: "Ja tez." Mmm... :)
W czwartek bylo bardzo fajnie, lubie go uszczesliwiac. Na weekend pojechal do Tarnobrzega, w niedziele przyszedl kryzys, bo myslalam, ze on do mnie przyjedzie, a musial sie uczyc. Poprosilam go o spotkanie - przyjechal. Troche rozmawialismy. Sama nie wiem, co sie ze mna stalo wtedy. Chyba cala ta trauma (po)marcinowa wrocila. No i jeszcze zanizylam poczucie wlasnej wartosci. Jak sie ma niskie, to jest w sumie wygodne - wszyscy mowia ci, ze jestes fajna, super etc. I nie musisz dzialac, mozesz biernie czekac, zgadzac sie na wszystko, tlumaczac sie byle czym... Zreszta rozmawialam o tym z Kasia, ktora miala to na psychologii... Dokladnie to uslyszalam, ze psycholog nie mowi pacjentowi, ze jest wartosciowy itd., bo osoba o niskim poczuciu wlasnej wartosci wlasnie to chce uslyszec, a to przeciez bez sensu, bo napedzi caly ten mechanizm... Nie wiem, jak to sie "leczy", ale wiem, co mi pomoglo... Krakow zmusil mnie do aktywnosci. Zginelabym tu bez podejmowania szybkich decyzji i selekcjonowania. Zyje w obcym miescie, nawet tak ladnym, nie jest latwe. Jest cholernie trudne, zwlaszcza na poczatku, kiedy nie znasz prawie nikogo. A Mimi zachowal sie cudownie. Jest niesamowicie inteligentny emocjonalnie, jest dojrzaly! On mowi dokladnie to, co chcialabym (podswiadomie) uslyszec.
W poniedzialek wpadlam do niego na 10 min, bo do mnie zadzwonil. We wtorek jedlismy u mnie kolacje i instalowalismy system, ja sie uczylam troche ekonomii... I w srode rano, jak on spal! Zrobilam mu sniadanko. Lubi moj dzem morelowy/brzoskwiniowy, bo nie jest slodki (jaj, ja lubie go z tego samego powodu :P). Wczoraj tez u mnie byl, niedlugo wprawdzie, ale zawsze. I znow zaimponowal mi dojrzaloscia. Znow zjadl u mnie sniadanie. ;)
Widzialam sie z Tomkiem w sobote i niedziele (bylismy w kosciele i na kawie). Wlasciwie gadalismy o sporcie, zrobil mi masaz... Tylko jedna rozmowa byla na powazniejsze tematy, o mowieniu o uczuciach, bo Tomek uwaza, ze to glownie czyny swiadcza, a ja, ze niektorzy potrzebuja rowniez o tym slyszec (na przyklad ja). :> Dowiedzialam sie tez, ze on swiadomie sie we mnie zakochal. Pomijajac fakt, ze ja o tym nie wiedzialam (w co on nie wierzy tak naprawde)... Naprawde nie wiedzialam, nie dopuscilabym do tego! Widocznie albo ja zle odczytywalam jego sygnaly (myslac, ze po prostu mnie lubi), albo on zle to okazywal. Dziwne, bo rzadko sie myle w takich sytuacjach.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home