Speak the words I wanna hear, to make my demons run
Wlasnie wstalam. Pada, ale nie wiem, czy to snieg, czy deszcz... Chyba snieg (z deszczem)?
Mialam dluga rozmowe z Tomkiem, bo przyjechal wczoraj wieczorem (jak bylam u niego po poludniu, to dzwonili i przychodzili rozni ludzie i sie nie dalo rozmawiac). Powiedzial mi, ze sie we mnie zakochal, ze byl pewien, ze jestem "ta" i ze to byl bardzo dlugi proces. I chcial byc ze mna do konca zycia. Jest mi to, niestety, obojetne... Natomiast nieobojetne jest to, co mowi na temat Mimiego i jego rodziny!
Po pierwsze: Mimi wie, ze Tomek byl u mnie. Spytal, czy przyszedlby tez, gdyby Mimi byl u mnie. Ja: "Tak, chyba, ze bys nie chcial." Mimi: "Ale ja nic do niego nie mam." Powiedzialam to Tomkowi, a on: "Ale ja do niego mam! Ukradl mi ciebie." Nikt mu niczego nie ukradl (zabor w celu przywlaszczenia). Jesli ktos mialby sie czepiac, to chyba tylko Marcin... On ma jakie takie prawo zglaszac pretensje, ale wiemy, ze tego nie zrobi. :] To, co T. czuje, to jedna kwestia, druga - jak jest naprawde.
Po drugie: T. mowi, ze chyba za bardzo interesuje sie rodzina Mimiego i za bardzo mnie to fascynuje. A cala rodzina ma kompleks Roberta. Sylwia tez, ale chyba najmniej. Wytlumaczylam mu, ze Mimi mowi tyle samo o Robercie, co o Sylwii i Pawle, tylko tego mu nie powtarzam, bo co go obchodzi Kacper (syn Pawla) albo rodzice? Ja tez ciagle mowie o swoich siostrach i np. cioci, ktora jest psychologiem, bo to ciekawe postaci... A poza tym gdyby mial takiego brata, to tez by pewnie o nim mowil! T. powiedzial, ze byc moze, ale niekoniecznie (heh). Zreszta zaczelam sie interesowac tym sportem, ktory uprawia Robert, przez Tomka, bo chcialam byc na biezaco, zeby moc z nim pogadac (bo on czesto o tym mowil). A T. wlasciwie nie rozmawia zbyt czesto z Pawlem i Mimim, wiec skad moga wiedziec, ze Sylwia ma najmniejszy "kompleks"?
Po trzecie: T. zarzucil Mimiemu, ze zaczal ze mna chodzic, nie sprawdzajac wczesniej, czy przypadkiem nie zalezy na mnie komus innemu (w domysle: Tomkowi). I gdyby on byl na miejscu Mimiego i dowiedzial sie, ze jest taka sytuacja, to by sie lojalnie wycofal. Nie wiem, jakim prawem T. zada od Mimiego lojalnosci, nie sa nawet kumplami, a poza tym do konca nie wierze, zeby sie wycofal, widzac u mnie szanse. Tak moglby postapic tylko osobnik o nieskazitelnym charakterze, ktorego prozno szukac wsrod zwyklych smiertlenikow! Wiec niech T. nie robi sie na taka krysztalowa osobowosc. Nie oddaje sie kobiety obcemu facetowi. Ale wyjasnilam T. jeszcze jedna rzecz: Mimi spytal o Tomka w pierwszej rozmowie. Powiedzialam, ze nic miedzy nami nie ma. (Haha, co smieszniejsze - bylam o tym przekonana wtedy!) Wiec to moja wina, a nie jego... To ja zdecydowalam, z ktorym z nich chcialabym sie ewentualnie spotykac, nie musieli rozgrywac tego miedzy soba, bo chyba nie powinni... T. przyjal to do wiadomosci, ale nie wiem, czy przemyslal...
Rozmawialismy jeszcze na inne tematy, np. czemu bylam taka asertywna ostatnio - powiedzialam, ze wydaje mi sie, ze tak byloby dla niego lepiej. Nie wiem, czy mozemy byc przyjaciolmi. On w wielu kwestiach nie jest w stanie zrozumiec mojego punktu widzenia i - co wazniejsze! - nie akceptuje go do konca.
T. nie rozmawial z Sylwia na moj temat, chociaz mial straszna ochote (plotkarz!), bo uznal, ze mi sie to nalezy po tym, jak powiedzial, ze musi o mnie rywalizowac z jej bratem... Tylko raz sie wygadal - jak byli na Rynku (z Pascalem - chlopakiem Sylwii) i Sylwia wyrazila nadzieje, ze spotkaja Mimiego. T.: "I Irmine." A Sylwia nie skomentowala. Nie wiem, ile ona wie i czy w ogole wie cos od Mimiego.
A Mimi... No coz... Spedzilismy razem dopoludnie. On usiluje mnie poznac, ale ciezko mi mowic o niektorych sprawach, zwlaszcza, ze chyba sama je nie do konca rozumiem... :] Chyba nie wierze, ze bede z nim juz zawsze (w przypadku starszych facetow przychodzilo mi to latwiej), moze to by bylo za piekne, zeby byc prawdziwe...?
Mialam dluga rozmowe z Tomkiem, bo przyjechal wczoraj wieczorem (jak bylam u niego po poludniu, to dzwonili i przychodzili rozni ludzie i sie nie dalo rozmawiac). Powiedzial mi, ze sie we mnie zakochal, ze byl pewien, ze jestem "ta" i ze to byl bardzo dlugi proces. I chcial byc ze mna do konca zycia. Jest mi to, niestety, obojetne... Natomiast nieobojetne jest to, co mowi na temat Mimiego i jego rodziny!
Po pierwsze: Mimi wie, ze Tomek byl u mnie. Spytal, czy przyszedlby tez, gdyby Mimi byl u mnie. Ja: "Tak, chyba, ze bys nie chcial." Mimi: "Ale ja nic do niego nie mam." Powiedzialam to Tomkowi, a on: "Ale ja do niego mam! Ukradl mi ciebie." Nikt mu niczego nie ukradl (zabor w celu przywlaszczenia). Jesli ktos mialby sie czepiac, to chyba tylko Marcin... On ma jakie takie prawo zglaszac pretensje, ale wiemy, ze tego nie zrobi. :] To, co T. czuje, to jedna kwestia, druga - jak jest naprawde.
Po drugie: T. mowi, ze chyba za bardzo interesuje sie rodzina Mimiego i za bardzo mnie to fascynuje. A cala rodzina ma kompleks Roberta. Sylwia tez, ale chyba najmniej. Wytlumaczylam mu, ze Mimi mowi tyle samo o Robercie, co o Sylwii i Pawle, tylko tego mu nie powtarzam, bo co go obchodzi Kacper (syn Pawla) albo rodzice? Ja tez ciagle mowie o swoich siostrach i np. cioci, ktora jest psychologiem, bo to ciekawe postaci... A poza tym gdyby mial takiego brata, to tez by pewnie o nim mowil! T. powiedzial, ze byc moze, ale niekoniecznie (heh). Zreszta zaczelam sie interesowac tym sportem, ktory uprawia Robert, przez Tomka, bo chcialam byc na biezaco, zeby moc z nim pogadac (bo on czesto o tym mowil). A T. wlasciwie nie rozmawia zbyt czesto z Pawlem i Mimim, wiec skad moga wiedziec, ze Sylwia ma najmniejszy "kompleks"?
Po trzecie: T. zarzucil Mimiemu, ze zaczal ze mna chodzic, nie sprawdzajac wczesniej, czy przypadkiem nie zalezy na mnie komus innemu (w domysle: Tomkowi). I gdyby on byl na miejscu Mimiego i dowiedzial sie, ze jest taka sytuacja, to by sie lojalnie wycofal. Nie wiem, jakim prawem T. zada od Mimiego lojalnosci, nie sa nawet kumplami, a poza tym do konca nie wierze, zeby sie wycofal, widzac u mnie szanse. Tak moglby postapic tylko osobnik o nieskazitelnym charakterze, ktorego prozno szukac wsrod zwyklych smiertlenikow! Wiec niech T. nie robi sie na taka krysztalowa osobowosc. Nie oddaje sie kobiety obcemu facetowi. Ale wyjasnilam T. jeszcze jedna rzecz: Mimi spytal o Tomka w pierwszej rozmowie. Powiedzialam, ze nic miedzy nami nie ma. (Haha, co smieszniejsze - bylam o tym przekonana wtedy!) Wiec to moja wina, a nie jego... To ja zdecydowalam, z ktorym z nich chcialabym sie ewentualnie spotykac, nie musieli rozgrywac tego miedzy soba, bo chyba nie powinni... T. przyjal to do wiadomosci, ale nie wiem, czy przemyslal...
Rozmawialismy jeszcze na inne tematy, np. czemu bylam taka asertywna ostatnio - powiedzialam, ze wydaje mi sie, ze tak byloby dla niego lepiej. Nie wiem, czy mozemy byc przyjaciolmi. On w wielu kwestiach nie jest w stanie zrozumiec mojego punktu widzenia i - co wazniejsze! - nie akceptuje go do konca.
T. nie rozmawial z Sylwia na moj temat, chociaz mial straszna ochote (plotkarz!), bo uznal, ze mi sie to nalezy po tym, jak powiedzial, ze musi o mnie rywalizowac z jej bratem... Tylko raz sie wygadal - jak byli na Rynku (z Pascalem - chlopakiem Sylwii) i Sylwia wyrazila nadzieje, ze spotkaja Mimiego. T.: "I Irmine." A Sylwia nie skomentowala. Nie wiem, ile ona wie i czy w ogole wie cos od Mimiego.
A Mimi... No coz... Spedzilismy razem dopoludnie. On usiluje mnie poznac, ale ciezko mi mowic o niektorych sprawach, zwlaszcza, ze chyba sama je nie do konca rozumiem... :] Chyba nie wierze, ze bede z nim juz zawsze (w przypadku starszych facetow przychodzilo mi to latwiej), moze to by bylo za piekne, zeby byc prawdziwe...?

0 Comments:
Post a Comment
<< Home