Friday, March 04, 2005

"You don't know the first thing about love because you don't understand compromise."

Hm, Marcin odwolal spotkanie because of his job... Rozumiecie, sluzba wzywa. Potem wyslalam mu smsa i napisalam na gg, ale nie odpisal. Dopiero interwencja (sic!) Dominisi i jej umowienie mnie z nim, dalo wymierne rezultaty. Moze tak naprawde on nie wiedzial, czy umawia sie ze mna, czy z nia? Na oddanie ksiazki. Pojechalam z Mimim, bo byl u mnie (zreszta nie rozstajemy sie wcale, tylko na zajecia) i mielismy jechac do Geanta, do Pawla, ale potem zmienilismy zdanie i stwierdzilismy, ze spod Bagateli (gdzie bylismy) latwiej dojechac na Kurdwanow, do Pawlowego domu, jego zony i syna (ktory jest chrzesniakiem Mimiego). Stalismy sobie pod Bagatela, czekajac na Marcina, marznac i rozmawiajac. Nie pamietam, nie zachowywalismy sie szczegolnie nieasertywnie, z powodu zimna glownie. Trzymal mnie za rece chyba. Nagle sms. Mimi: "Masz wlaczona wibracje?" Ja: "Tak, hihi. *cicho* Marcin tu jest. Napisal: NIE CHCIALBYM PRZESZKADZAC, ALE CHCESZ TA KSIAZKE CZY NIE." Nie dosc, ze zrobil blad, przeciez nie mowi sie TA ksiazke, to jeszcze nie mial odwagi podejsc. Co smieszniejsze, stal jakies 3-4 metry za Mimim, ze wystarczylo, ze oderwalam wzrok od swojego faceta, a go zauwazylam. Wczesniej pocalowalam Mimiego w to miejsce miedzy ustami a policzkiem... Dopiero potem skrzyzowalam spojrzenia z Marcinem. Smialam sie jeszcze z czegos, podeszlam do niego, powiedzialam "Czesc, dzieki." I... odwrocilam sie. Nie mialam ochoty z nim rozmawiac. Po prostu nie mialam. Nie jest wart mojego czasu, skoro tak stchorzyl...
Z Tomkiem jest calkiem okay, hihi. Nie widzialam sie z nim od dawna, ale nie tesknie.
A Mimi... Powiedzial, ze bedzie mnie zawsze kochal. Spytalam, czy jak jestem taka rozkapryszona i go rano budze, bo mi sie juz nie chce spac, tez. Odpowiedzial, ze tego nie pamieta. Hm, sweet. Najpierw wystraszylam sie tego "zawsze". Czy to facet, z ktorym chce spedzic reszte zycia? Przeciez lewa polkule zalala mi dopamina, nie mysle racjonalnie! Potem jednak stwierdzilam, ze chcialabym, zeby mnie kochal do konca zycia. I ja jego tez. On jest cudowny. Nawet, jesli cos mi sie w nim nie podoba, on stara sie to zmienic. Jestem w stanie zaakceptowac jego wady (jesli jakies ma!), przeciez nikt nie jest idealny. To ja jestem beznadziejna, uparta, marudzaca, narzekajaca i chimeryczna. Tylko dlatego, ze lubie, jak zwraca na mnie uwage.
Powiedzialam mu, ze jedzie ze mna do domu na slub siostry. Byc moze w przyszly weekend pojade do niego, do domu... Nie boje sie.
Nie zdominuje go, choc wydaje mi sie, ze to ja jestem bardziej uparta w tym zwiazku. Ale potrafie mu ustapic, nawet, jesli on nie nalega, ale wiem, ze sprawi mu to przyjemnosc albo mu na tym zalezy.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home