Saturday, March 12, 2005

slonca i zieleni/i lata w srodku zimy chce

Naprawde mam juz dosc sniegu, blota, mrozu i wiatru! Buuu...
Nie pojechalam do Tarnobrzega, bo tata Mimiego (mama jest w senatorium, w kazdym razie jej nie ma i wroci za 5 tygodni) by sie za bardzo stresowal. Chce mnie poznac i chce, zebym przyjechala. Ale nie moglby (bez zony) mnie ugoscic tak, jakby chcial. Nie moglby mi ugotowac tego, co najlepsze... Nie chce byc gosciem w ich domu, chcialabym byc mniej zobowiazujaco. Rozumiem, ze oni wiedza, ze skoro Mimi chce mnie im przedstawic, to jest to powazne. Dla mnie ten zwiazek tez jest absolutnie najwazniejszy, ale im oni bardziej beda sie starac, tym bardziej ja bede sie stresowac ta wizyta! Ktora nastapi - dodajmy - jak wroci mama Mimiego. Czyli wczesniej Mimi przyjedzie do Lublina (na slub sis). Mimi powiedzial, ze nie rozumie swojego taty. Ja w sumie tez tego nie zrozumialam. Nie chce, zeby w zwiazku z moja osoba ktokolwiek mial tyle zachodu... Nie przepadam za tego typu sytuacjami. Mimi o tym wie, ale rodzice dyktuja tu warunki i nie bede sie wtracac. Nie stresowalabym sie sama wizyta u nich, bo normalnie nie udaje kogos, kim nie jestem i bylabym po prostu soba... A tak to zobaczymy. Jeszcze troche czasu mam...
Rozmawialam z Marcinem na gg, chociaz na ostatnie moje zaczepki o film nie zareagowal. Hmm... Mialam w opisie cos, ze maz mnie bije (niechacy mnie uderzyl, w sumie sama sobie bylam winna), a Marcin, czy wypelnilam juz niebieska karte - i zaczal mnie przesluchiwac. Powiedzialam, ze obiecal, ze to sie juz nie powtorzy, a on, ze zawsze tak mowia... Na koniec kazal mi sie cieplo ubierac i nosic czapke (ostatnio nie mialam) - ja, ze zawsze mam kogos, kto mnie ogrzeje. Na to on: "oby tak bylo zawsze". Ja: "Bedzie." On: "Ciesze sie."
Marcin jest dla mnie zbyt skomplikowany.
Bylismy z Mimim ze dwa tygodnie temu w sklepie zoologicznym w M1. Na srodku bylo terrarium z krolikami, chyba szescioma lub siedmioma. Pare z tych kroliczkow wygladalo, jak po wyjeciu z pralki - potargane bidulki. Nie wiem, moze to taki chwyt marketingowy - wez krolika i sie nim zaopiekuj: czesz go, karm, przytulaj. Na mnie zadzialal, tylko karta "nie dotykac zwierzat" powstrzymala mnie przed wzieciem na rece slicznego kroliczka. Jeden byl bialy, okropnie potargany, futerko mial posklejane i w ogole wygladal, jak kupka nieszczescia. Powiedzialam: "Kupmy go, na pewno nikt oprocz nas nie bedzie chcial go wziac, bo jest taki nieladny..." Mimi podniosl na mnie te swoje sliczne, brazowe oczy w ciemnej oprawie i powiedzial: "Tez bylem taki potargany, kiedy sie poznalismy?" Rozesmialam sie. Nie, nie byl potargany. Potem powiedzialam to Grzesiowi, jego wspollokatorowi. Tez sie smial, a Mimi dodal: "Na pewno tak bylo!"

0 Comments:

Post a Comment

<< Home