easy like thursday morning...
Zycie studentki jest fajne.
Wczoraj przemyslalam wszsytko raz jeszcze (zajelo mi to jakies 5 minut) i doszlam do wniosku, ze bylam w Marcinie zakochana i to bardzo. Tylko, ze decyzja o zerwaniu dojrzewala we mnie od jakiegos czasu. Wlasciwie odkad zaczal odwolywac spotkania w ostatniej chwili albo nie informowal mnie o tym, ze nie przyjdzie, dopoki go nie spytalam. Juz w pierwszym tygodniu (kiedy byl w Pile), w srode - zanim mi napisal, ze jest zajety w pracy i zerwal kontakt ze swiatem - bylam w sklepie i wracajac, stwierdzilam, ze wcale nie musze z nim byc. Ze on moze niekoniecznie jest mi przeznaczony, bo wczesniej jakos strasznie sie balam, co bedzie, jak NAS nie bedzie. A wtedy dopuscilam do siebie mozliwosc, ze moze jednak NAS nie bedzie, a bedzie ktos inny... Jacys inni MY. Tak naprawde nie chcialam byc z nikim innym, niz Marcin i bylam gotowa zniesc wszystko. Tak samo bylo z Tomkiem, mam jakies sklonnosci masochistyczne. Tyle, ze pojawiali sie faceci, ktorzy o mnie "walczyli" i w gruncie rzeczy ze wszystkich stron slyszalam, ze zasluguje na lepsze traktowanie.
Stwierdzilam dzis, ze moze jednak M. naprawde sie cos stalo. Moja wspollokatorka pyta, czy nie moge do niego zadzwonic do domu. Ja: "Moge, ale nie chce." Ona: "Moze pojde do niego do komisariatu, w koncu codziennie go mijam." Ja: "Tak, zglos zabor w celu przywlaszczenia ksiazki przez sierzanta." Haha.
Wczoraj przemyslalam wszsytko raz jeszcze (zajelo mi to jakies 5 minut) i doszlam do wniosku, ze bylam w Marcinie zakochana i to bardzo. Tylko, ze decyzja o zerwaniu dojrzewala we mnie od jakiegos czasu. Wlasciwie odkad zaczal odwolywac spotkania w ostatniej chwili albo nie informowal mnie o tym, ze nie przyjdzie, dopoki go nie spytalam. Juz w pierwszym tygodniu (kiedy byl w Pile), w srode - zanim mi napisal, ze jest zajety w pracy i zerwal kontakt ze swiatem - bylam w sklepie i wracajac, stwierdzilam, ze wcale nie musze z nim byc. Ze on moze niekoniecznie jest mi przeznaczony, bo wczesniej jakos strasznie sie balam, co bedzie, jak NAS nie bedzie. A wtedy dopuscilam do siebie mozliwosc, ze moze jednak NAS nie bedzie, a bedzie ktos inny... Jacys inni MY. Tak naprawde nie chcialam byc z nikim innym, niz Marcin i bylam gotowa zniesc wszystko. Tak samo bylo z Tomkiem, mam jakies sklonnosci masochistyczne. Tyle, ze pojawiali sie faceci, ktorzy o mnie "walczyli" i w gruncie rzeczy ze wszystkich stron slyszalam, ze zasluguje na lepsze traktowanie.
Stwierdzilam dzis, ze moze jednak M. naprawde sie cos stalo. Moja wspollokatorka pyta, czy nie moge do niego zadzwonic do domu. Ja: "Moge, ale nie chce." Ona: "Moze pojde do niego do komisariatu, w koncu codziennie go mijam." Ja: "Tak, zglos zabor w celu przywlaszczenia ksiazki przez sierzanta." Haha.

0 Comments:
Post a Comment
<< Home