Znow zwykly zrobie blad, na swe zludzenia strace czas...
Dzis zarzadzilam przerwe. Teoretycznie koncze o 20:30 i moglabym potem wpasc do Mimiego, ale wole wrocic do domu i sie pouczyc na instytucje. Jutro pojde z nim na 8:00 na matme. Bede za nim tesknic, tesknilam juz za nim, jak sie wczoraj zegnalismy (znow odwiozl mnie samochodem rodzicow do domu, uwielbiam z nim jezdzic!).
Bylam znow u niego w Geancie. Rozwinelam znajomosc z kolega "sasiadem" od mebli kuchennych (ma na imie Krzysiek), ktory wypytywal mnie, co robie w Krakowie, jak sie studiuje. Polubil mnie. Powiedzial Mimiemu, ze on na jego miejscu by nie narzekal - przychodze, przynosze ciastka i w ogole... Zalezalo mi, zeby zrobic na nim dobre wrazenie, bo to dobry kolega Pawla, brata Mimiego.
Troche sie boje, bo zaczynam sie zakochiwac... Brakuje mi optymizmu. To by bylo zbyt piekne...
Jakie to mile, jak ktos okazuje ci uczucia... Ewoluowalam znacznie. Przy Tomku nie mozna mi bylo okazywac wlasnych uczuc, juz nie mowiac o tym, ze on nie okazywal zadnych. Przy Marcinie moglam robic, co chcialam, ale on zachowywal sie czesto asekuracyjnie. A teraz jest super. Niestety, kiedy jest tak fajnie, moze byc tylko gorzej... Ale potem bede o tym myslec... :)
To chyba jednak prawda, ze ja na niego dziwnie dzialam. Ze go przyciagam do siebie. On mnie do siebie tez. Ze oboje zachowujemy sie irracjonalnie i nieprzewidywalnie. Ze razem jestesmy zdolni do wszystkiego. Chociaz on uwaza, ze raczej do konca nie trace panowania nad sytuacja.
A zakwasy mam w roznych dziwnych miejscach (po tym areobiku). Dzis ciezki dzien, jutro tez, ale w sobote do domku!!! Niby sie ciesze, ale wiem, ze bede tesknic. Nie tylko za Mimim. Za niezaleznoscia, jaka tu mam. Za Krakowem. Ale naprawde chce juz jechac. :))
Bylam znow u niego w Geancie. Rozwinelam znajomosc z kolega "sasiadem" od mebli kuchennych (ma na imie Krzysiek), ktory wypytywal mnie, co robie w Krakowie, jak sie studiuje. Polubil mnie. Powiedzial Mimiemu, ze on na jego miejscu by nie narzekal - przychodze, przynosze ciastka i w ogole... Zalezalo mi, zeby zrobic na nim dobre wrazenie, bo to dobry kolega Pawla, brata Mimiego.
Troche sie boje, bo zaczynam sie zakochiwac... Brakuje mi optymizmu. To by bylo zbyt piekne...
Jakie to mile, jak ktos okazuje ci uczucia... Ewoluowalam znacznie. Przy Tomku nie mozna mi bylo okazywac wlasnych uczuc, juz nie mowiac o tym, ze on nie okazywal zadnych. Przy Marcinie moglam robic, co chcialam, ale on zachowywal sie czesto asekuracyjnie. A teraz jest super. Niestety, kiedy jest tak fajnie, moze byc tylko gorzej... Ale potem bede o tym myslec... :)
To chyba jednak prawda, ze ja na niego dziwnie dzialam. Ze go przyciagam do siebie. On mnie do siebie tez. Ze oboje zachowujemy sie irracjonalnie i nieprzewidywalnie. Ze razem jestesmy zdolni do wszystkiego. Chociaz on uwaza, ze raczej do konca nie trace panowania nad sytuacja.
A zakwasy mam w roznych dziwnych miejscach (po tym areobiku). Dzis ciezki dzien, jutro tez, ale w sobote do domku!!! Niby sie ciesze, ale wiem, ze bede tesknic. Nie tylko za Mimim. Za niezaleznoscia, jaka tu mam. Za Krakowem. Ale naprawde chce juz jechac. :))

2 Comments:
a sprobowalabys nie chciec jechac :> nie martw sie Zono, jak jest dobrze to trzeba sie tylko cieszyc!! i wykorzystywac jak moze sie najlepiej ten czas:)
Wiem, wiem, w zeszla niedziele u Dominikanow bylo cos o "hic et nunc". Wlasnie tym "hic et nunc" teraz zyje.
Post a Comment
<< Home