hic et nunc
Oczywiscie na moim uni dzieje sie wszystko na opak. Po angielskim dowiedzialam sie, ze odwolano wyklad z instytucji. Zadzwonilam do Mimiego i spytalam, czy jest w domu. Okazalo sie, ze tak. Nie poszlam tez na antropologie, a potem na cwiczenia (no co, po to sa nieobecnosci, zeby je wykorzystywac). Mimi zrobil sobie kotlety (wow, nawet mu sie udaly, chociaz nie jadlam, bo bylam juz po obiedzie), potem sobie siedzielismy, spytalam Mimiego, czy chce u mnie nocowac. Chcial. Ale chcial ze mna wypic. Pojechalismy do Jubilata i kupilismy pol litra wodki i pol litra soku malinowego. :)) Oraz platki sniadaniowe i batonik orzechowy. Pozniej pojechalismy do mnie, Mimi przechodzil na czerwonym swietle, a ja mu powiedzialam, ze mnie sprowadza na zla droge, bo przez ostatnie piec miesiecy przestrzegalam prawa. On: "A skad wiesz, ze piec miesiecy? Liczylas?" Ja: "Tak, bo wtedy bylam z policjantem." Hyhy, nie rozwijalam tematu.
Jak przyszla moja wspollokatorka i obejrzalysmy "Wyprawe Robinson", zaczelismy polewac. Wlasciwie moge pic duze ilosci, nawet na raz. Oni rozcieczali woda. Fajnie bylo. Wspollokatorka sie spila i zaczelysmy normalna nasza "powazna" rozmowe. Powiedziala Mimiemu, ze tak sie komponuje, ze jej nie krepuje. Rozmawialysmy o facetach.
Ona: Czy twoi faceci byli do siebie podobni?
Ja: Nie, hehe.
Mimi: Chyba mam niewiele wspolnego z policjantem.
Ona: Z masazysta tez nie. Czemu tak jest?
Ja: Bo stwierdzilam, ze nie o to mi chodzilo... A Marcin...
Ona: Z Marcinem to ja nie mam pojecia, o co chodzi.
Ja: Ja tez nie.
Mimi: A ze mna?
Ja: Nie wiem. Za malo danych, hyhy. Jestem typem poszukujacym.
Otoz to.
Jak wspollokatorka poszla spac, poczulam sie zmeczona, spiaca i poscielilam lozko. Gadalismy jeszcze. Nie za bardzo pamietam, o czym (zmeczenie, sennosc + alkohol). Powiedzial mi, ze mam swietne nogi. Ja jemu powiedzialam, ze sie w nim zakochuje. I ze to niedobrze. On: "Dlaczego?" Ja: "Bo sie boje." On: "Czemu?" "Z powodu poprzednich zwiazkow." Chyba poza tym nie powiedzialam nic specjalnego. No, moze, ze studiujac w Krakowie spelniam ambicje mojej mamy. Ale ze mi to nie przeszkadza, bo chcialam tu studiowac. Jak juz naprawde prawie spalam, prosil mnie, zebym nie zasypiala, bo mu sie dobrze ze mna rozmawia.
Rano zrobilam mu sniadanie i pojechalismy na matme. Naliczylam cztery dziewczyny (beze mnie) na okolo 100 osob. Potem dotarlismy do niego, nikogo nie bylo. Niestety, kolega przyszedl w najmniej odpowiednim momencie, ta sytuacja nie byla nawet dwuznaczna, byla JEDNOZNACZNA. Ale to nic. To przyjaciel Mimiego (bardzo fajny, zreszta) i nie przejmuje sie, moglo byc gorzej. :P Mimi troche spal, potem odprowadzilam go na Cracovie i sama poszlam do miasta, a on na cwiczenia z technik wytwarzania czy czegos takiego. U mnie znow nie odbyly sie cwiczenia z instytucji i zasad funkcjonowania UE.
A jutro sie nie widzimy, on musi sie uczyc. To nic.
Mimi wczoraj spytal mnie, czy widzialam jego brata w "Europa da sie lubic". Staram sie unikac tematu brata, zeby nie wywolywac podejrzen, ze interesuje mnie za bardzo. Powiedzialam, ze widzialam. On: "Wygladal tak, jak ja! Sweterek i w ogole..." Hihi. Rzeczywiscie. Chyba powiedzialam mu, ze jak Kaska przyszla i zobaczyla, co ogladam w tv, stwierdzila, ze sa do siebie bardzo podobni. Ale dla mnie oni sa identyczni w trzech kwestiach: mowienie, tak, jakby mieli katar, ale strasznie mi sie to podoba, taka chrypka; usmiech - jest prawie identyczny; sposob poruszania sie. Siedzac dzis na cwiczeniach z socjologii, doszlam do wniosku, ze T. rzeczywiscie sakralizuje te rodzine. Przypomnial mi sie nawet konkretny przyklad. Kiedys T. mial w samochodzie kartke z narysowana droga do tej wioski pod Jaroslawiem, gdzie Sylwia trenowala w lipcu, a T. jej towarzyszyl. Tylko wzielam do reki te ksiazke, a T.: "To rysowal ojciec Roberta. Ojciec Roberta tlumaczyl mi, jak dojechac do Nowej Grobli. Fajnie, nie?" To naprawde normalna rodzina. Nazwisko jest tylko nazwiskiem. Mimi to normalny facet, mowi o bracie mniej wiecej tak, jak ja o siostrze.
Jak przyszla moja wspollokatorka i obejrzalysmy "Wyprawe Robinson", zaczelismy polewac. Wlasciwie moge pic duze ilosci, nawet na raz. Oni rozcieczali woda. Fajnie bylo. Wspollokatorka sie spila i zaczelysmy normalna nasza "powazna" rozmowe. Powiedziala Mimiemu, ze tak sie komponuje, ze jej nie krepuje. Rozmawialysmy o facetach.
Ona: Czy twoi faceci byli do siebie podobni?
Ja: Nie, hehe.
Mimi: Chyba mam niewiele wspolnego z policjantem.
Ona: Z masazysta tez nie. Czemu tak jest?
Ja: Bo stwierdzilam, ze nie o to mi chodzilo... A Marcin...
Ona: Z Marcinem to ja nie mam pojecia, o co chodzi.
Ja: Ja tez nie.
Mimi: A ze mna?
Ja: Nie wiem. Za malo danych, hyhy. Jestem typem poszukujacym.
Otoz to.
Jak wspollokatorka poszla spac, poczulam sie zmeczona, spiaca i poscielilam lozko. Gadalismy jeszcze. Nie za bardzo pamietam, o czym (zmeczenie, sennosc + alkohol). Powiedzial mi, ze mam swietne nogi. Ja jemu powiedzialam, ze sie w nim zakochuje. I ze to niedobrze. On: "Dlaczego?" Ja: "Bo sie boje." On: "Czemu?" "Z powodu poprzednich zwiazkow." Chyba poza tym nie powiedzialam nic specjalnego. No, moze, ze studiujac w Krakowie spelniam ambicje mojej mamy. Ale ze mi to nie przeszkadza, bo chcialam tu studiowac. Jak juz naprawde prawie spalam, prosil mnie, zebym nie zasypiala, bo mu sie dobrze ze mna rozmawia.
Rano zrobilam mu sniadanie i pojechalismy na matme. Naliczylam cztery dziewczyny (beze mnie) na okolo 100 osob. Potem dotarlismy do niego, nikogo nie bylo. Niestety, kolega przyszedl w najmniej odpowiednim momencie, ta sytuacja nie byla nawet dwuznaczna, byla JEDNOZNACZNA. Ale to nic. To przyjaciel Mimiego (bardzo fajny, zreszta) i nie przejmuje sie, moglo byc gorzej. :P Mimi troche spal, potem odprowadzilam go na Cracovie i sama poszlam do miasta, a on na cwiczenia z technik wytwarzania czy czegos takiego. U mnie znow nie odbyly sie cwiczenia z instytucji i zasad funkcjonowania UE.
A jutro sie nie widzimy, on musi sie uczyc. To nic.
Mimi wczoraj spytal mnie, czy widzialam jego brata w "Europa da sie lubic". Staram sie unikac tematu brata, zeby nie wywolywac podejrzen, ze interesuje mnie za bardzo. Powiedzialam, ze widzialam. On: "Wygladal tak, jak ja! Sweterek i w ogole..." Hihi. Rzeczywiscie. Chyba powiedzialam mu, ze jak Kaska przyszla i zobaczyla, co ogladam w tv, stwierdzila, ze sa do siebie bardzo podobni. Ale dla mnie oni sa identyczni w trzech kwestiach: mowienie, tak, jakby mieli katar, ale strasznie mi sie to podoba, taka chrypka; usmiech - jest prawie identyczny; sposob poruszania sie. Siedzac dzis na cwiczeniach z socjologii, doszlam do wniosku, ze T. rzeczywiscie sakralizuje te rodzine. Przypomnial mi sie nawet konkretny przyklad. Kiedys T. mial w samochodzie kartke z narysowana droga do tej wioski pod Jaroslawiem, gdzie Sylwia trenowala w lipcu, a T. jej towarzyszyl. Tylko wzielam do reki te ksiazke, a T.: "To rysowal ojciec Roberta. Ojciec Roberta tlumaczyl mi, jak dojechac do Nowej Grobli. Fajnie, nie?" To naprawde normalna rodzina. Nazwisko jest tylko nazwiskiem. Mimi to normalny facet, mowi o bracie mniej wiecej tak, jak ja o siostrze.

7 Comments:
przynajmniej jedna rzecz nie zmienia sie dalej w naszym zwiazku:) moja zona alkoholiczka.......:):) hihih
Przepraszam bardzo! Ostatnio pilam bardzo dawno temu. Jesli tylko nie ma T., skutecznie udaje mi sie unikac alkoholu. :P
:>
I jesli nie ma Dominisi. :P
a to dzisiajsze (tzn sie ostatnie) picie z Mimi..to calkiem nic;)
a i jeszcze jedno..druzyne pilkarska juz mamy wiec uwazaj na siebie;) hihihihihhi... no wiesz Anjo placze:):):):)
Chyba mialysmy miec dwie druzyny pilkarskie, zeby mogly rozgrywac mecze miedzy soba! :P A moze wiecej, zeby zorganizowac turniej. :D
z tego co wiem to juz nawet rezerwa neidlugo bedzie zapelniona;) hihih...
Post a Comment
<< Home