Friday, March 25, 2005

no one else can feel it for you...

Brakuje mi go, nie lubie tego uczucia, bo odzywaczajam sie od niego. Od tego, ze sie przy nim budze, z nim jem i rozmawiam...

Thursday, March 24, 2005

Home, sweet home...

Opuscilam piekny Krakow. Pojechalam specjalnie do Plaszowa, zeby wsiasc w Sztygara zaraz po podstawieniu. Hihi.
Strasznie za nim tesknie. Ostatnio spedzalismy cale dnie razem i brakuje mi tego. On mnie nigdy nie nudzi, nie meczy i rzadko denerwuje. Powiedzial ostatnio, ze chcialby ze mna mieszkac.
Jego nazwisko jest na liscie gosci na slub mojej sister i dostanie nawet zaproszenie. Ciekawe, czy ja dostane. Za 5 dni bedziemy ze soba 4 miesiace. Jedynie 4 miesiace, a ja czuje sie, jakbym z nim byla bardzo dlugo. Dobrze go poznalam. Ale zawsze mozna lepiej.
Rozmawialismy we wtorek w nocy o nas, o tym, jak sie poznalismy i ze straszny to byl fart w sumie.
A Tomek pojechal z chodziarzami do Meksyku.

Monday, March 21, 2005

nothing fails...

No coz, za mna weekend, teraz tylko trzy dni chodzenia na zajecia i do domciu. Bylismy w sobote w nowootwartej Galerii Kazimierz - duzo sklepow, ale to, co wszedzie... Kupilam sobie sukienke, moze pojde w niej na slub sis? Powiedzialam mamie, ze Mimi przyjezdza ze mna na slub, a mama, ze bardzo sie cieszy i czy bedzie spal u nas, czy w hotelu (gdzie jest wesele)... Jeszcze nie wiemy. Mama chyba jednak przekonuje sie do mojego mezczyzny, chociaz wczesniej miala pewne obawy, ze moze przewrocilo mu sie w glowie (od slawy brata, of course). Bylismy tez u bratowej Mimiego i bawilismy sie z jego chrzesniakiem.
Chyba w czwartek Mimi napisal do Marcina, ktory byl na gg. Marcin (ktory myslal, ze to ja)napisal: "Hej, Darling!", a potem nazywal mnie jeszcze Mistrzynia i "swoja Pania". Mimi uznal, ze przegina, ale nic nie zrobil, hihi. Marcin, jak sie dowiedzial, ze Mimi wie, ze z nim gadam, spytal, czy moj facet nie jest zazdrosny. Hehe, gdyby chcial, przeczytalby sobie potem nasza rozmowe, wiec czemu mialby byc? Zachowanie Marcina jednak mnie denerwuje. Troche.

Thursday, March 17, 2005

you were my voice when I couldn't speak

Mimi prawie nie spal cala noc, bo uczyl sie do materialoznastwa. Polozyl sie kolo trzeciej, przytulajac sie do mnie. To takie mile uczucie, byc z kims caly czas, widziec, jak sie budzi, zasypia, je, uczy sie, czyta, reaguje na filmy... Lubie dla niego gotowac, jak jest zadowolony i najedzony... Nawet chetnie dziele sie z nim jedzeniem przywiezionym z domu, on zreszta ze mna tez... Lubi kuchnie mojej mamy. :>
On mnie nigdy nie nudzi i nie meczy. Za 12 dni bedziemy ze soba 4 miesiace, a on adoruje mnie, jak pierwszego dnia.

Wednesday, March 16, 2005

you were my eyes when I couldn't see

Nie czuje sie najlepiej, chociaz chyba po malu mi przechodzi...
Dzis, na cwiczeniach z politologii, Agata zlosila mnie i takiego Tomka z Zakopanego do debaty na temat Arystotelesa. Te cwiczenia sa wlasciwie dla ludzi z magisterskich, ale widzialam dzis tylko 4 osoby od nich i chyba z 16 od nas z roku. :P Przed nami debatowalo trzech chlopakow wlasnie z magisterskich, niezbyt dobrze im to szlo... A potem my - ale nas kobieta chwalila! Zreszta pani mgr jest bardzo fajna, w przeciwienstwie do faceta, ktory prowadzi nasze grupy (licencjatu) we wtorek i wyklady. Potem byla historia spoleczna Europy - cwiczenia, najnudniejsze, co moze byc... No dobra, gorsze byly tylko cwiczenia z prawa...
Rozmawialam wczoraj na gg z Marcinem, bo mi sie nudzilo. Zadawal pytania o Mimiego, nie wiem, czemu, chyba zboczenie zawodowe. W kazdym razie dziwne to bylo. Chce z Marcinem utrzymywac jakis kontakt, bo moze mi byc jeszcze potrzebny, hihi. Poza tym nie zgrywam obrazonej na niego, wykazuje sie wyzszoscia nad jego osoba, stac mnie na rozpoczecie rozmowy z nim.
A co do Tomka uzbroilam sie w cierpliowsc i zamiast byc olewajaca, bede poblazliwa. A co mi tam!

Tuesday, March 15, 2005

you saw the best there was in me

Mimi jest niesmialy. Tylko chyba ja na niego tak dzialam, bo przeciez pocalowal mnie pierwszy, ale to ja na niego patrzylam w TEN sposob, hmm... :) Z jednej strony to dziewietnastolatek - kumple, piwo, samochody, etc. Ale to wrazliwy, inteligentny, dojrzaly facet, trudno uwierzyc, ze jest taki mlody... To cudowne, ile on potrafi dla mnie zrobic. Tomek tez bywa mily, ale zawsze mam to uczucie, ze jego uprzejmosc jest w pewnym sensie wymuszona, on nie pozwala mi zapomniec, ze zrobil mi przysluge. Zreszta wydaje mi sie, ze ja i Tomek jestesmy z zupelnie innych swiatow, mamy podobny system wartosci, ale inaczej go interpretujemy. Poza tym nie wiem, czego on ode mnie oczekuje. Nie potrafie byc jego przyjaciolka, bo musialabym mu zaufac, a ciezko mi znowu obdarzyc go zaufaniem, skoro stracil je tyle razy. I chyba nie czuje takiej potrzeby. Nie wiem, kim mam dla niego byc. Pisze do mnie, dzwoni, ma jakies klopoty, ale tak naprawde odnosze wrazenie, ze jest skonczonym egocentrykiem i mysli tylko o sobie. Wszystko odnosi do swojej osoby, i czasem zapomina, ze wokolo tez sa ludzie, ktorzy maja uczucia. Mimi bije go dojrzaloscia na glowe.
Tomek probuje mnie zaabsorbowac swoja osoba, jechal na Kopiec - zadzwonil do mnie. Pewnie nie chcialoby mu sie mnie odwiezc do domu, wiec powiedzialam, ze raczej nie pojade z nim. Nastepnego dnia rano wyslal mi smsa, ze stalam sie aspoleczna! Ja? Odkad spotykam sie z Mimim, chodze na wiecej imprez i spotykam ciagle nowych ludzi. Znow wyciagnal wnioski na podstawie jednego zdarzenia. It's so sad. Teraz grozil, ze sie spije, bo ma ostatnio oboz z kadra kombinacji. Moze kiedys by mnie to ruszylo, tzn. ruszalo mnie to i prosilam, zeby nie pil, ale teraz... On tylko chce zwrocic na siebie uwage. Pisze, ze ma depresje, a tak naprawde nie zna nawet jej objawow...
A Marcin sie nie odzywa.

Saturday, March 12, 2005

slonca i zieleni/i lata w srodku zimy chce

Naprawde mam juz dosc sniegu, blota, mrozu i wiatru! Buuu...
Nie pojechalam do Tarnobrzega, bo tata Mimiego (mama jest w senatorium, w kazdym razie jej nie ma i wroci za 5 tygodni) by sie za bardzo stresowal. Chce mnie poznac i chce, zebym przyjechala. Ale nie moglby (bez zony) mnie ugoscic tak, jakby chcial. Nie moglby mi ugotowac tego, co najlepsze... Nie chce byc gosciem w ich domu, chcialabym byc mniej zobowiazujaco. Rozumiem, ze oni wiedza, ze skoro Mimi chce mnie im przedstawic, to jest to powazne. Dla mnie ten zwiazek tez jest absolutnie najwazniejszy, ale im oni bardziej beda sie starac, tym bardziej ja bede sie stresowac ta wizyta! Ktora nastapi - dodajmy - jak wroci mama Mimiego. Czyli wczesniej Mimi przyjedzie do Lublina (na slub sis). Mimi powiedzial, ze nie rozumie swojego taty. Ja w sumie tez tego nie zrozumialam. Nie chce, zeby w zwiazku z moja osoba ktokolwiek mial tyle zachodu... Nie przepadam za tego typu sytuacjami. Mimi o tym wie, ale rodzice dyktuja tu warunki i nie bede sie wtracac. Nie stresowalabym sie sama wizyta u nich, bo normalnie nie udaje kogos, kim nie jestem i bylabym po prostu soba... A tak to zobaczymy. Jeszcze troche czasu mam...
Rozmawialam z Marcinem na gg, chociaz na ostatnie moje zaczepki o film nie zareagowal. Hmm... Mialam w opisie cos, ze maz mnie bije (niechacy mnie uderzyl, w sumie sama sobie bylam winna), a Marcin, czy wypelnilam juz niebieska karte - i zaczal mnie przesluchiwac. Powiedzialam, ze obiecal, ze to sie juz nie powtorzy, a on, ze zawsze tak mowia... Na koniec kazal mi sie cieplo ubierac i nosic czapke (ostatnio nie mialam) - ja, ze zawsze mam kogos, kto mnie ogrzeje. Na to on: "oby tak bylo zawsze". Ja: "Bedzie." On: "Ciesze sie."
Marcin jest dla mnie zbyt skomplikowany.
Bylismy z Mimim ze dwa tygodnie temu w sklepie zoologicznym w M1. Na srodku bylo terrarium z krolikami, chyba szescioma lub siedmioma. Pare z tych kroliczkow wygladalo, jak po wyjeciu z pralki - potargane bidulki. Nie wiem, moze to taki chwyt marketingowy - wez krolika i sie nim zaopiekuj: czesz go, karm, przytulaj. Na mnie zadzialal, tylko karta "nie dotykac zwierzat" powstrzymala mnie przed wzieciem na rece slicznego kroliczka. Jeden byl bialy, okropnie potargany, futerko mial posklejane i w ogole wygladal, jak kupka nieszczescia. Powiedzialam: "Kupmy go, na pewno nikt oprocz nas nie bedzie chcial go wziac, bo jest taki nieladny..." Mimi podniosl na mnie te swoje sliczne, brazowe oczy w ciemnej oprawie i powiedzial: "Tez bylem taki potargany, kiedy sie poznalismy?" Rozesmialam sie. Nie, nie byl potargany. Potem powiedzialam to Grzesiowi, jego wspollokatorowi. Tez sie smial, a Mimi dodal: "Na pewno tak bylo!"

Monday, March 07, 2005

"Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej..."

Wczoraj caly dzien spedzilismy w Geancie, ale bylo fajnie. Pod koniec (tzn. tak z godzine przed wyjsciem) przyszedl Tomek, podrzucil nas kadrowym busem na przystanek. Rozmawialismy glownie o kombinacji.
Mimi powiedzial, ze moglibysmy sie hajtnac razem z moja siostra, mielibysmy z glowy organizacje. Powiedzialam mu, ze to chyba niemozliwe, bo sis jest juz po cywilnym, a poza tym nauk przedslubnych nie mamy. Jesli chodzi o cywilny, to jest to duzo mniej skomplikowane, wiec zaczelismy namawiac Grzeska (wspollokatora), zeby byl naszym swiadkiem i zaprosil jakas Jole (do ktorej pisal smsa) na drugiego swiadka. Ale potem zachcialo mi sie spac i juz nie drazylismy tematu.
W sobote zreszta nie mielismy czasu, zeby pojsc do USC, bo bylismy na gieldzie komputerowej. Slawek (inny wspollokator) powiedzial, ze to gdzies na Balickiej, wiec jechalismy tramwajem i nie wiedzielismy, gdzie wysiasc. Slawek kazal mi zapytac kogos o gielde. Ja: "Myslisz, ze ktos tu bedzie wiedzial?" On: "No, spytaj tej baby." Podeszlam do chlopaka, na oko studenta, potencjalnego komputerowca i spytalam, czy wie, jak dojechac na gielde komputerowa. Powiedzial, ze wlasnie tam jedzie i wytlumaczyl mi droge, zreszta potem za nim szlismy. Hihi.
Aaa, wczoraj Pawlowi zepsulo sie cos w kompie. Napisalam do sis, ale nie dowiedzialam sie od niej prawie niczego, wiec napisalam do Marcina. Odpisal, zadal pare pytan na temat kompa. Odpisalam i dostalam odpowiedz. Hmmm... Dziwny czlowiek.

Friday, March 04, 2005

"You don't know the first thing about love because you don't understand compromise."

Hm, Marcin odwolal spotkanie because of his job... Rozumiecie, sluzba wzywa. Potem wyslalam mu smsa i napisalam na gg, ale nie odpisal. Dopiero interwencja (sic!) Dominisi i jej umowienie mnie z nim, dalo wymierne rezultaty. Moze tak naprawde on nie wiedzial, czy umawia sie ze mna, czy z nia? Na oddanie ksiazki. Pojechalam z Mimim, bo byl u mnie (zreszta nie rozstajemy sie wcale, tylko na zajecia) i mielismy jechac do Geanta, do Pawla, ale potem zmienilismy zdanie i stwierdzilismy, ze spod Bagateli (gdzie bylismy) latwiej dojechac na Kurdwanow, do Pawlowego domu, jego zony i syna (ktory jest chrzesniakiem Mimiego). Stalismy sobie pod Bagatela, czekajac na Marcina, marznac i rozmawiajac. Nie pamietam, nie zachowywalismy sie szczegolnie nieasertywnie, z powodu zimna glownie. Trzymal mnie za rece chyba. Nagle sms. Mimi: "Masz wlaczona wibracje?" Ja: "Tak, hihi. *cicho* Marcin tu jest. Napisal: NIE CHCIALBYM PRZESZKADZAC, ALE CHCESZ TA KSIAZKE CZY NIE." Nie dosc, ze zrobil blad, przeciez nie mowi sie TA ksiazke, to jeszcze nie mial odwagi podejsc. Co smieszniejsze, stal jakies 3-4 metry za Mimim, ze wystarczylo, ze oderwalam wzrok od swojego faceta, a go zauwazylam. Wczesniej pocalowalam Mimiego w to miejsce miedzy ustami a policzkiem... Dopiero potem skrzyzowalam spojrzenia z Marcinem. Smialam sie jeszcze z czegos, podeszlam do niego, powiedzialam "Czesc, dzieki." I... odwrocilam sie. Nie mialam ochoty z nim rozmawiac. Po prostu nie mialam. Nie jest wart mojego czasu, skoro tak stchorzyl...
Z Tomkiem jest calkiem okay, hihi. Nie widzialam sie z nim od dawna, ale nie tesknie.
A Mimi... Powiedzial, ze bedzie mnie zawsze kochal. Spytalam, czy jak jestem taka rozkapryszona i go rano budze, bo mi sie juz nie chce spac, tez. Odpowiedzial, ze tego nie pamieta. Hm, sweet. Najpierw wystraszylam sie tego "zawsze". Czy to facet, z ktorym chce spedzic reszte zycia? Przeciez lewa polkule zalala mi dopamina, nie mysle racjonalnie! Potem jednak stwierdzilam, ze chcialabym, zeby mnie kochal do konca zycia. I ja jego tez. On jest cudowny. Nawet, jesli cos mi sie w nim nie podoba, on stara sie to zmienic. Jestem w stanie zaakceptowac jego wady (jesli jakies ma!), przeciez nikt nie jest idealny. To ja jestem beznadziejna, uparta, marudzaca, narzekajaca i chimeryczna. Tylko dlatego, ze lubie, jak zwraca na mnie uwage.
Powiedzialam mu, ze jedzie ze mna do domu na slub siostry. Byc moze w przyszly weekend pojade do niego, do domu... Nie boje sie.
Nie zdominuje go, choc wydaje mi sie, ze to ja jestem bardziej uparta w tym zwiazku. Ale potrafie mu ustapic, nawet, jesli on nie nalega, ale wiem, ze sprawi mu to przyjemnosc albo mu na tym zalezy.