Thursday, January 27, 2005

"Popraw szalik, piekna kobieta przyszla!"

Zaraz wracam do logiki (blah), wiec tylko slow pare...
Zaprzyjaznilam sie z policjantami ze skierniewickiej drogowki, ktorzy stali obok domu Mimiego i pilnowali, by nikt nie wjechal pod eskorte korpusow dyplomatycznych. Stali caly dzien i dzis beda stali, a ja chcialam wiedziec, czy zablokuja ulice totalnie, czy tylko sporadycznie. Jeden (starszy sierzant) powiedzial do drugiego (sierzant): "Popraw szalik, piekna kobieta przyszla... I wylaz z tego radiowozu!" Rozmawialam z nimi i w koncu przynioslam im kawe (bo chcieli). Pprzyszedl aspirant, spytal (mnie), jak oni to zrobili, ze dostali kawe. Ja: "To pan powinien dostac chyba, pan jest wyzszy stopniem." On: "Milo, ze pani zauwazyla, ale to sie nie liczy." Potem ten aspirant powiedzial, ze moze przeniesc tych kolesi gdzies indziej, ale i tak beda musieli stac, wiec oni powiedzieli, ze nie narzekaja tutaj. Aspirant, ze tez by nie narzekal, skoro dostali kawe... (Jakas aluzja, hyhy.) A potem, ze to zalezy ode mnie, jak ja nie chce, zeby ich przenosic, to zostawi... Duzo rozmawialam z tymi policjantami, z jednym o jego dziewczynie, o Marcinie, o miastach, moich studiach, Krakowie i policji... Mimi nie bywa zazdrosny (na szczescie!) i sam zrobil te kawe policjantom (zreszta powiedzialam im o tym, wiec w Skierniewicach na pewno nie dostanie mandatu ;)). Potem musialam juz isc, zobaczylam "409" i powiedzialam, ze wlasnie tym autobusem jezdze na uni. Oni: "Uciekl pani!? Zaraz go dogonimy!" Ja: "Nie, mialam jechac nastepnym... Kierowca by chyba zawalu dostal, gdyby go zatrzymal radiowoz..." Chlopaki pytali, czemu nie wsiadlam do radiowozu, skoro mnie zapraszali. Hyhy. A nie wiem, jakos podejrzanie by to moglo wygladac... Moze dzis do nich pojde, jak jeszcze tam beda... (A maja byc, zapraszali mnie oraz kolezanki, jesli mam.)
Jestem beznadziejnie zakochana w Mimim, coraz bardziej. Hmm... Ciekawe...

Tuesday, January 25, 2005

We are not in Kansas anymore

Nie czuje sie dobrze. Ani ficzynie, ani psychicznie. Dostalam 15/16 pkt z socjologii z drugiego kolokwium, co oznacza, ze zaliczylam cwiczenia (nie mamy ocen). Ale to dopiero poczatek tego tygodnia...
Mimi jest kochany. Chce mnie przytulic i przyjedzie specjalnie po to od siebie do mnie. Zeby mnie przytulic!!! Tez za nim tesknie i nawet mialam podobny pomysl, chcialam wsiasc w autobus, ale myslalam, ze sie uczy, a ja bede musiala wstac jutro baaaaardzo rano, zeby sie uczyc na instytucje. Nie spodziewam sie zaliczyc, ale potem bedzie mozna poprawiac, tzn. mgr bedzie dopytywac, wiec lepiej miec to z glowy. Zwlaszcza, ze w przyszly czwarek jade do Karpacza (jupi), w drugim tyg. sesji mam "tylko" exam z socjologii (pewnie trudny) i antropologii (80% osob nie zdaje pierwszego terminu). UJ to fajna uczelnia, ale nie ukrywam, ze jak sie nie jest dosc elastycznym i pewnym siebie, latwo z niej wyleciec. Trzeba zalatwiac wszystko indywidualnie, a to wymaga odstresowania sie w takich sytuacjach. Dobrze, przynajmniej sie rozwijam...
Ale sesja to cos... Nawet nie stresujacego, a... wyczerpujacego psychicznie i fizycznie.

Monday, January 24, 2005

Czas jak śnieg, uniesie nas, zasypie nas, zapomni nas.

Mam zaliczenie z angielskiego bezproblemowo. Jak sie jest w grupie C1 (teoretycznie powinnismy robic CAE), to nie jest takie proste... No ale...
Sporo nauki, ale skoro wzielam 6 egzaminow, wiedzialam, czego mam sie spodziewac... Tyle tylko, ze pracownicy uni podchodza do nas z duza dawka sympatii. :]
Nie lubie sie rozstawac z Mimim... Mam czasem wrazenie, ze on juz nie wroci (tak jak Marcin)... Znow nocowalam u niego. Sprawia mi tak malo problemow, ze to az mile.
Na Przegorzalach 3 metry sniegu, w reszcie Krakowa - tylko metr. Jest ladnie, ale zamiast spacerowac, siedze i czytam rozne madre rzeczy... Hmm... I tak ucze sie mniej, niz inni (np. prawa), a mam porownywalne wyniki. :P

Sunday, January 23, 2005

Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham/To sie mylisz...

Mam chyba PMS i podniesiony poziom estrogenu. :/ Poprawiam sobie humor zakupowaniem. Powinnam sie uczyc i zaraz bede to robic.
Bylam wczoraj w Geancie, godzine tylko. Czytalam socjologie. Potem szlismy na autobus i albo sie spoznilismy, albo nie przyjechal (???), wiec wsiedlismy w pierwszy, jaki sie trafil. Mimi: "Dokad jedziesz?" Ja: "Wszystko mi jedno." Mimi: "Moze na Glinnik?" Ja: "Moze byc." I pojechalam do niego. Doczytalam socjologie i poszlam spac (w jego koszulce, jaj). On chyba polozyl sie ze dwie godziny pozniej. Mam ochote sie jeszcze z nim dzis zobaczyc, ale jestem taka rozkapryszona, ze moge byc niemila... Na dodatek 3 zaliczenia i exam w tym tygodniu, wiec zaczynam sie stresowac. :( I nie chce go zameczac swoja osoba... Przez dwie noce spal u mnie, ja jedna u niego, ale w dzien nie widzielismy sie prawie wcale... Hmm... Nie wiem, zastanowie sie.

Saturday, January 22, 2005

This is the only kind of love as I understand it that there really is

Bylam wczoraj u Tomka, rozmasowal mi zakwasy, ktore mialam w nogach po srodzie (schodzenie z gorki po lodzie + 20 km chodzenia po sniegu). Nie bylam mila, ale raczej w konwencji zartobliwej, wiec sie nie obrazil. :> Potem zawiozl mnie do Geanta, wzielismy Mimiego i odwiozl nas do mnie. Nie da sie ukryc, ze Tomek nie dazy specjalna sympatia Mimiego. Nawet nie probowal nawiazac z nim rozmowy, w przeciwienstwie do M.

Friday, January 21, 2005

Know that you're that one for me

Naprawde sie zakochalam. Powiedzialam mu o tym. Ale po kolei.
W zeszly wtorek dostalam zaproszenie od Mimiego, zebym wpadla do nich, bo Rafal zaprosil kolezanki na piwo. Nie czulam sie za dobrze, ale przyjechalam. Kolezanki przybyly po mnie, okazalo sie, ze to blizniaczki (Sabina i Justyna, Sabine poznalam w Geancie, a Justyna to ta od sygnalow). Nie chcialo mi sie pic, tylko troche... Mimi ciagle sie mna zajmowal, powiedzial, ze tesknil, chcial, zebym zostala na noc, ale ja ciagle nie czulam sie najlepiej... Myslalam, ze bede sie dusic w zwiazku, kiedy ktos poswieca mi 100% uwagi, ale po "zimnym" Tomku i Marcinie - nawet chwila, kiedy nie jestem w centrum jego uwagi, wystarczy, zebym zechciala znow stanowic obiekt jego zainteresowania. Jestem rozkapryszona bardzo, on mi na to pozwala. Na razie nie przybiera to niebezpiecznych rozmiarow... Chcialam, zeby nocowal u mnie, powiedzial, ze w czwartek. Skrzywilam sie. Spytal, czy bardzo chce. Ja, ze tak, ale nie bede go szantazowac emocjonalnie. W koncu i tak wyszlo na moje, bo stwierdzil, ze skoro mi tak bardo zalezy, to dobrze, bo on mnie kocha. Wyglupialismy sie, nosil mnie na rekach, tanczylismy... Potem wsiedlismy w autobus, pojechalismy na Salwator i idac Kosciuszki poklocilismy sie o cos - tzn. ja sie obrazilam, jak on mnie przepraszal! Potem wzielam go nad Wisle... Bylo romantycznie, chociaz w to samo miejsce chodzilam z Marcinem... :/ Lubie z nim rozmawiac, jestesmy do siebie podobni, podobnie reagujemy na te same sytuacje. Ale mamy tak rozne zainteresowania! Ja nie lubie gazowanej wody, on innej nie pije raczej. Nie lubie wysokich poduszek, a on inaczej nie zasnie... Lubimy niebieski, Jamesa Bonda i sport, chyba tyle.
On zauwaza, ze ja czegos nie mowie. Nie mowie mu o tym, co dotyczy Marcina. To mnie boli. Ciagle boli. Ech.
Powiedzialam mu, ze Kaska uwaza, ze Tomek ma obsesje na moim punkcie. Mimi: "Ja tez." Mmm... :)
W czwartek bylo bardzo fajnie, lubie go uszczesliwiac. Na weekend pojechal do Tarnobrzega, w niedziele przyszedl kryzys, bo myslalam, ze on do mnie przyjedzie, a musial sie uczyc. Poprosilam go o spotkanie - przyjechal. Troche rozmawialismy. Sama nie wiem, co sie ze mna stalo wtedy. Chyba cala ta trauma (po)marcinowa wrocila. No i jeszcze zanizylam poczucie wlasnej wartosci. Jak sie ma niskie, to jest w sumie wygodne - wszyscy mowia ci, ze jestes fajna, super etc. I nie musisz dzialac, mozesz biernie czekac, zgadzac sie na wszystko, tlumaczac sie byle czym... Zreszta rozmawialam o tym z Kasia, ktora miala to na psychologii... Dokladnie to uslyszalam, ze psycholog nie mowi pacjentowi, ze jest wartosciowy itd., bo osoba o niskim poczuciu wlasnej wartosci wlasnie to chce uslyszec, a to przeciez bez sensu, bo napedzi caly ten mechanizm... Nie wiem, jak to sie "leczy", ale wiem, co mi pomoglo... Krakow zmusil mnie do aktywnosci. Zginelabym tu bez podejmowania szybkich decyzji i selekcjonowania. Zyje w obcym miescie, nawet tak ladnym, nie jest latwe. Jest cholernie trudne, zwlaszcza na poczatku, kiedy nie znasz prawie nikogo. A Mimi zachowal sie cudownie. Jest niesamowicie inteligentny emocjonalnie, jest dojrzaly! On mowi dokladnie to, co chcialabym (podswiadomie) uslyszec.
W poniedzialek wpadlam do niego na 10 min, bo do mnie zadzwonil. We wtorek jedlismy u mnie kolacje i instalowalismy system, ja sie uczylam troche ekonomii... I w srode rano, jak on spal! Zrobilam mu sniadanko. Lubi moj dzem morelowy/brzoskwiniowy, bo nie jest slodki (jaj, ja lubie go z tego samego powodu :P). Wczoraj tez u mnie byl, niedlugo wprawdzie, ale zawsze. I znow zaimponowal mi dojrzaloscia. Znow zjadl u mnie sniadanie. ;)
Widzialam sie z Tomkiem w sobote i niedziele (bylismy w kosciele i na kawie). Wlasciwie gadalismy o sporcie, zrobil mi masaz... Tylko jedna rozmowa byla na powazniejsze tematy, o mowieniu o uczuciach, bo Tomek uwaza, ze to glownie czyny swiadcza, a ja, ze niektorzy potrzebuja rowniez o tym slyszec (na przyklad ja). :> Dowiedzialam sie tez, ze on swiadomie sie we mnie zakochal. Pomijajac fakt, ze ja o tym nie wiedzialam (w co on nie wierzy tak naprawde)... Naprawde nie wiedzialam, nie dopuscilabym do tego! Widocznie albo ja zle odczytywalam jego sygnaly (myslac, ze po prostu mnie lubi), albo on zle to okazywal. Dziwne, bo rzadko sie myle w takich sytuacjach.

Saturday, January 08, 2005

I always wished that I could find someone as beautiful as you /But in the process I forgot that I was special too

Nie wiem, o czym pisac. Jest dobrze. Jestem szczesliwa. T. co prawda posadza mnie o to, ze przemycam w swoich smsach aluzje erotyczne i sam usiluje robic to samo. Tyle, ze ja jego podteksty czytam bez wiekszego trudu, a sama nie probowalam czegos takiego nawet czynic! Ja nie wiem, skoro on mysle, ze ja mysle o tym, o czym nie mysle, to chyba jest z nim cos nie tak!!! I to tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, ze jesli miedzy dwojgiem ludzi byla kiedys bliskosc fizyczna, nie moze ich laczyc przyjazn... Powiedzialam mu o tym, a on zaprzeczyl i podal przyklad jego i Sylwii... Okay, moze na nia liczyc, ale to nie to samo, co przyjazn! Jego pojecie przyjazni rozni sie znacznie od mojego i wedlug mnie nie bedziemy w stanie wypracowac kompromisu na tym polu. To po prostu niemozliwe. Zreszta nie uwazam, zeby bylo to konieczne... Odkad mu napisalam, ze wcale nie mam na mysli tego, co on mi zarzuca, przestal sie odzywac. I dobrze. Znacznie juz wkroczyl na moje terytorium psychologiczne i zadawal mi zbyt osobiste pytania. Jeszcze, zeby one dotyczyly mnie! Ale chodzilo o Mimiego.
A Mimi... Zadziwia mnie czasem, zwlaszcza jego zapal, ktorego ja juz nie mam. To niesprawiedliwe, jesli obecny partner musi placic za zwiazki bylego... Przeszlam przez to dwa razy i za kazdym razem bardzo zle to na mnie dzialalo. Tomek powiedzial, ze on woli wiedziec, ze liczy sie szczerosc, ale sam nie byl wobec mnie szczery. Ja chyba nie chce wiedziec o ex Mimiego. Raczej na pewno nie chce wiedziec.

Wednesday, January 05, 2005

I'd like to watch you sleep at night, to hear you breath by my side

Snilo mi sie, ze poklocilam sie z Mimim. Obudzilam sie i on lezal obok mnie. Objelam go, przytulil sie do mojej reki. To takie uczucie, ze chcialabym, zeby czas zatrzymal sie w miejscu. Ale i tak ciagle czuje te niepewnosc... Ze to jest jak sen. I ze niedlugo sie obudze... :( On daje mi poczucie bezpieczenstwa. Przeciez powiedzial, ze mnie kocha. To ze mna jest cos nie tak. :> Im bardziej on mi sie podoba, tym bardziej sie boje... Ale moze to minie.
W poniedzialek nie widzialam sie z nim, bo bylam zajeta na uczelni, we wtorek poszlam z nim na matme, a potem spotkalismy sie po moich cwiczeniach i nocowal u mnie. Wiem, ze on chce spedzac ze mna czas i to jest fajne, ze sie stara. Rysowal rysunek, a ja pisalam ciag dalszy eseju z ekonomii. :>
Puszczalam wczoraj sygnaly tej Justynie, co mialam wobec niej podejrzenia. Ona chyba i Grzeskowi puszcza sygnaly, wiec ogolnie jakas zryta musi byc. :] Spytalam Mimiego, czy tak jej nie lubi, odpowiedzial, ze jest dziwna.
A Tomek pyta, czy przyjade do Z-nego. Nie mam czasu troche. :/ Poza tym w piatek Mimi bedzie w Geancie. Podobno w Geancie juz o nim plotkuja. Ja: "Krzysiek?" On: "Obaj." Ja: "Ja znam tylko jednego, moze ten drugi to o innej lasce mowi..." On: "Bo duzo ludzi mnie odwiedza." Hmm... Dobra, ale on ma tylko jedna dziewczyne. :>
U nas na roku jest pierwsza para! Monika i Szymon. Fajnie, tylko on jakos tak bardzo ASERTYWNY jest. Powiedzialam o pierwszym zwiazku na roku Mimiemu, on: "My tez podobno mamy pare, takie plotki chodza." Ja: "Ooo, ktoras z tych czterech dziewczyn..." On: "Podobno studiujesz dwa kierunki, na UJ-cie i AGH."

Monday, January 03, 2005

Speak the words I wanna hear, to make my demons run

Wlasnie wstalam. Pada, ale nie wiem, czy to snieg, czy deszcz... Chyba snieg (z deszczem)?
Mialam dluga rozmowe z Tomkiem, bo przyjechal wczoraj wieczorem (jak bylam u niego po poludniu, to dzwonili i przychodzili rozni ludzie i sie nie dalo rozmawiac). Powiedzial mi, ze sie we mnie zakochal, ze byl pewien, ze jestem "ta" i ze to byl bardzo dlugi proces. I chcial byc ze mna do konca zycia. Jest mi to, niestety, obojetne... Natomiast nieobojetne jest to, co mowi na temat Mimiego i jego rodziny!
Po pierwsze: Mimi wie, ze Tomek byl u mnie. Spytal, czy przyszedlby tez, gdyby Mimi byl u mnie. Ja: "Tak, chyba, ze bys nie chcial." Mimi: "Ale ja nic do niego nie mam." Powiedzialam to Tomkowi, a on: "Ale ja do niego mam! Ukradl mi ciebie." Nikt mu niczego nie ukradl (zabor w celu przywlaszczenia). Jesli ktos mialby sie czepiac, to chyba tylko Marcin... On ma jakie takie prawo zglaszac pretensje, ale wiemy, ze tego nie zrobi. :] To, co T. czuje, to jedna kwestia, druga - jak jest naprawde.
Po drugie: T. mowi, ze chyba za bardzo interesuje sie rodzina Mimiego i za bardzo mnie to fascynuje. A cala rodzina ma kompleks Roberta. Sylwia tez, ale chyba najmniej. Wytlumaczylam mu, ze Mimi mowi tyle samo o Robercie, co o Sylwii i Pawle, tylko tego mu nie powtarzam, bo co go obchodzi Kacper (syn Pawla) albo rodzice? Ja tez ciagle mowie o swoich siostrach i np. cioci, ktora jest psychologiem, bo to ciekawe postaci... A poza tym gdyby mial takiego brata, to tez by pewnie o nim mowil! T. powiedzial, ze byc moze, ale niekoniecznie (heh). Zreszta zaczelam sie interesowac tym sportem, ktory uprawia Robert, przez Tomka, bo chcialam byc na biezaco, zeby moc z nim pogadac (bo on czesto o tym mowil). A T. wlasciwie nie rozmawia zbyt czesto z Pawlem i Mimim, wiec skad moga wiedziec, ze Sylwia ma najmniejszy "kompleks"?
Po trzecie: T. zarzucil Mimiemu, ze zaczal ze mna chodzic, nie sprawdzajac wczesniej, czy przypadkiem nie zalezy na mnie komus innemu (w domysle: Tomkowi). I gdyby on byl na miejscu Mimiego i dowiedzial sie, ze jest taka sytuacja, to by sie lojalnie wycofal. Nie wiem, jakim prawem T. zada od Mimiego lojalnosci, nie sa nawet kumplami, a poza tym do konca nie wierze, zeby sie wycofal, widzac u mnie szanse. Tak moglby postapic tylko osobnik o nieskazitelnym charakterze, ktorego prozno szukac wsrod zwyklych smiertlenikow! Wiec niech T. nie robi sie na taka krysztalowa osobowosc. Nie oddaje sie kobiety obcemu facetowi. Ale wyjasnilam T. jeszcze jedna rzecz: Mimi spytal o Tomka w pierwszej rozmowie. Powiedzialam, ze nic miedzy nami nie ma. (Haha, co smieszniejsze - bylam o tym przekonana wtedy!) Wiec to moja wina, a nie jego... To ja zdecydowalam, z ktorym z nich chcialabym sie ewentualnie spotykac, nie musieli rozgrywac tego miedzy soba, bo chyba nie powinni... T. przyjal to do wiadomosci, ale nie wiem, czy przemyslal...
Rozmawialismy jeszcze na inne tematy, np. czemu bylam taka asertywna ostatnio - powiedzialam, ze wydaje mi sie, ze tak byloby dla niego lepiej. Nie wiem, czy mozemy byc przyjaciolmi. On w wielu kwestiach nie jest w stanie zrozumiec mojego punktu widzenia i - co wazniejsze! - nie akceptuje go do konca.
T. nie rozmawial z Sylwia na moj temat, chociaz mial straszna ochote (plotkarz!), bo uznal, ze mi sie to nalezy po tym, jak powiedzial, ze musi o mnie rywalizowac z jej bratem... Tylko raz sie wygadal - jak byli na Rynku (z Pascalem - chlopakiem Sylwii) i Sylwia wyrazila nadzieje, ze spotkaja Mimiego. T.: "I Irmine." A Sylwia nie skomentowala. Nie wiem, ile ona wie i czy w ogole wie cos od Mimiego.
A Mimi... No coz... Spedzilismy razem dopoludnie. On usiluje mnie poznac, ale ciezko mi mowic o niektorych sprawach, zwlaszcza, ze chyba sama je nie do konca rozumiem... :] Chyba nie wierze, ze bede z nim juz zawsze (w przypadku starszych facetow przychodzilo mi to latwiej), moze to by bylo za piekne, zeby byc prawdziwe...?

Saturday, January 01, 2005

Can't hurry love

Hmm, ja sie naprawde zakochalam. Jest mi z nim tak cudownie, ale ciagle sie boje, ze to sie skonczy szybciej, niz powinno. :/ Wlasciwie niewiele o nim wiem, jak mam sie dowiedziec? On niewiele mowi, a widze, kiedy cos jest nie tak... I pytam... A on nie odpowiada. Nie lubie tego.
Byl u mnie Tomek (sprawdzal sobie cos na necie, w zamian zrobil mi masaz), troche rozmawialismy. Calkiem milo bylo, ale staralam sie zachowywac asertywnie i chyba mi sie to udalo!
A Marcin sie nie odzywa, chociaz napisalam do niego na gg, jak byl "zaraz wracam".