Tuesday, February 22, 2005

and so it is just like you said it would be...

Nowosc! Umowilam sie z Marcinem na gg. Rozmowa przebiegala tak:

Irm (21-02-2005 21:39) yo, czy moge sie spodziewac zwrotu ksiazki czy mam o niej zapomniec? :]
Marcin (21-02-2005 21:42)czesc! mozesz spodziewac sie jej zwrotu. w przyrodzie nic nie ginie...
Irm (21-02-2005 21:42)a zebys wiedzial, ze ginie, ale to juz inna kwestia
Irm (21-02-2005 21:43)w jaki sposob nastapi zwrot, jesli mozna wiedziec?
Marcin (21-02-2005 21:43)a jak sobie Pani zyczy..
Irm (21-02-2005 21:44)ostatnio nie bywam w domu, a poza tym wkrotce sie przeprowadzam, wiec nie mam pomyslu
Marcin (21-02-2005 21:47)ja tez nie mam pomyslu, panie maja pierwszenstwo
Irm (21-02-2005 21:47)alez prosze sie nie krepowac, prosze pana
Marcin (21-02-2005 21:48)co za kurtuazja ;-)
Irm (21-02-2005 21:49)zmienia pan temat :]
Irm (21-02-2005 21:52)hmm?
Marcin (21-02-2005 21:52)nie wiem, ostatnio nie jestem jakos zdecydowany ;-)
Irm (21-02-2005 21:52)widze wlasnie
Marcin (21-02-2005 21:53)jak dysponujesz wolnym czasem w czwartek?
Irm (21-02-2005 21:54)rano mam cwiczenia
Irm (21-02-2005 21:54)od 13:45-14:30 basen
Irm (21-02-2005 21:54)teoretycznie od 15:30 do 17:00 wyklad, ale chyba nie bede chodzic na ten przedmiot w tym roku
Marcin (21-02-2005 21:55)no to jak 15.30?
Irm (21-02-2005 21:56)bo z raz moglabym pojsc, ale cwiczenia sa w pn o 8:30 i to z taka kobieta, co jest tylko na zastepstwo na ten semestr
Marcin (21-02-2005 21:58)i..?
Irm (21-02-2005 21:58)i nie wiem, czy pojde, podejrzewam, ze nie, bo po basenie bywam jednak zmeczona
Irm (21-02-2005 21:59)sobie ten przedmiot odpuszcze w tym roku
Irm (21-02-2005 21:59)ta kobieta mi nie pasuje, jest za malo przekonywujaca
Marcin (21-02-2005 22:02)to jak bedzie?
Irm (21-02-2005 22:02)it's up to you
Irm (21-02-2005 22:04)a na ktora probujesz sie ze mna umowic?
Marcin (21-02-2005 22:04)nie nawidze idiomow w anglijskim
Marcin (21-02-2005 22:04)w czwartek pracuje od 17
Irm (21-02-2005 22:05)to nie idiom, tylko frejzal
Marcin (21-02-2005 22:05)jam nie pismnienny czlek Pani..
Irm (21-02-2005 22:05)nie przesadzaj
Marcin (21-02-2005 22:06)no moze pisac i czytac nauczyli ale inne przymioty diabli wzieli
Irm (21-02-2005 22:07)pominmy szczegoly
Marcin (21-02-2005 22:07)jest Pani dla mnie wyjatkowo laskawa
Irm (21-02-2005 22:08)hmm, mozemy sie wstepnie umowic na 15:00
Marcin (21-02-2005 22:08)gdzie? prosze wskazac miejsce?
Irm (21-02-2005 22:09)moze pod empikiem
Marcin (21-02-2005 22:10)nie ma problemu
Marcin (21-02-2005 22:12)reasumujac - czwartek - empik 15.00 tak?
Irm (21-02-2005 22:12)bardzo dobrze :]
Irm (21-02-2005 22:12)jednak ze zdolnosciami dedukcyjnymi nie tak zle u Ciebie
Marcin (21-02-2005 22:13)mozliwe - inaczej wylali by mnie z roboty na zbity pysk
Irm (21-02-2005 22:14)prosze sie wyrazac
Marcin (21-02-2005 22:14)wiesz - z jakim sie wdajesz takim sie stajesz
Irm (21-02-2005 22:14)to chyba nie bylo tak, ale mniej wiecej wiem, o co chodzi
Marcin (21-02-2005 22:16)mozliwe
Irm (21-02-2005 22:20)no to tak zwany git, ide cos zjesc, bo musze wziac aspiryne, chyba bede miec grype :P

A poza tym jestem z beznadziejnym idealem!!! Normalnie nie moge z nim byc, on jest zbyt doskonaly. Juz trzy miesiace jestesmy razem - i gdzie ten trup? He?

Monday, February 21, 2005

If you want me to stay, I will never leave you...

Impreza w sobote byla bardzo fajna. Naprawde super.
Dzis zaczal sie nowy semestr, bylam tylko na wykladzie z III filaru i niemieckim, ale jestem padnieta. Jutro przepadaja pierwsze zajecia (W + cw) z wspolczesnej literatury europejskiej. Przykre. Nie wiem, czy bede chodzic na psychologie spoleczna w tym roku, kobieta od cwiczen jest tragiczna, a mgr wroci dopiero w przyszlym semestrze.
Jestem w nienajlepszym stanie psychofizycznym. :/

Friday, February 18, 2005

I finally found the one who makes me feel complete

Otoz moj mezczyzna nie zamierza mi zlamac serca. Jakie to mile... Moja mama sie obawia tego, ze ktos mnie zrani, ale nikt mi nie zagwarantuje, ze tak sie nie stanie. Pozyjemy, zobaczymy. Na pewno nie ma takich intencji.
Dziwnie mi w domu, jakby czas zatrzymal sie w miejscu - wszystko jest takie same, podczas gdy w Krakowie ciagle sie zmienia, poczawszy od wystroju Rynku po kursy na uniwersytecie... Ale to mile, ze mozna wrocic na stare smieci i miec w zyciu jakis punkt odniesienia. Tylko, ze tam naprawde lubie zyc i zyje tak, jak lubie.
Mama chyba mysli, ze Mimi to tylko przygoda. O Marcinie mowilam powaznie, w kategoriach zyciospedzeniowych. ;)) I wyszlo tak beznadziejnie. O Mimim tak nie mowie, ale czuje, ze chcialabym z nim byc bardziej, niz z kims innym kiedykolwiek. On po prostu jest taki, jak powinien byc moj facet. Wymagam chyba duzo, ale potrafie tez duzo zaoferowac, wiec moze nie jestem taka zla.

Wednesday, February 16, 2005

I'm not myself alone at night

Wczoraj Mimi przyjechal do mnie miedzy zajeciami. Byl glodny, ale zrobilam mu obiad z produktow, ktore zostawil u mnie w niedziele. Na obiad odgrzalam mu chaczapuri, ktore przywiozlam z miasta, zreszta czekalam na nie 20 min, bo akurat nie mieli. Ale pasowalo do sosu, ktory zostal z niedzieli. :>
Podobno jego brat (najstarszy) powiedzial ojcu, ze Mimi ma bardzo ladna dziewczyne. No coz, chyba wolalabym byc fajna, ale nie rozmawialismy duzo, wiec ostatecznie dobre i to. :] Wystarczy, ze Mimi uwaza mnie za fajna, chociaz oczywiscie chcialabym zrobic dobre wrazenie na jego rodzince.
Potem bylam z Mimim na wykladzie, ktory sie w wiekszosci nie odbyl, bo ktos odinstalowal program. :> Spedzam z nim mnostwo czasu, a kiedy tylko go nie ma, tesknie. :(
Dzis jade do domu... Hm, tylko na cztery dni, szybko zleci. Szkoda, tesknie za domem. :(

Tuesday, February 15, 2005

desire is a stranger... you think you know.

Poklocilam sie troche z Mimim. Tylko troche. Ale zachowal sie bez zarzutu, jak dojrzaly, inteligentny facet. Uwielbiam w nim to, ze on chce sie uczyc, chce wiedziec, co robi zle, zeby to wyeliminowac. I potrafi pierwszy wyciagnac reke na zgode... Ja czasem przesadzam i dobrze o tym wiem. Chce, zeby sie staral. Musze nad soba popracowac. :> A z Mimim musimy sie dotrzec i bedzie naprawde super, chociaz teraz tez jest super. Calkiem idealnie nie moze byc, bo nobody's perfect. I z nas dwojga to chyba ja jestem mniej dojrzala, przynajmniej w niektorych sytuacjach.
A T. napisal mi, zebym przyjechala do Z-nego, bo ma dwa lozka w pokoju... On chyba nie mysli. Wymysla preteksty, np. wywiad albo obrone przed Ziuta. Nie wierze, ze sam nie moze sie przed nia obronic! Moze jemu pochlebia, ze ktos na niego leci...?

Sunday, February 13, 2005

I'm not myself standing in a crowd

Wczoraj spedzilam pol dnia z Tomkiem, bylismy w makro, Ikea, potem gdzies na Biezanowie albo Kurdwanowie (a dokladniej pomiedzy) w fitnesscenter. Tomek zadzwonil do brata Mimiego (do ktorego mial jechac na masaz, of course), zeby przesunac wizyte o godzine. Po chwili tamten zadzwonil, zeby spytac, czy ma ladowarke do SonyEricssona. T. spojrzal na mnie: "Masz SonyEricssona?" Ja: "Tak." I pokazalam mu miejsce na ladowarke. T: "Tak, dwie kreseczki, okay..." Potem pojechalismy na AWF po Gosie (ktora miala masowac Jimmiego, irlandzkiego chodziarza) i T. chcial mnie zostawic w domu i zabrac ladowarke, ale ja mu pojechalam po ambicji: "Czy chcesz, zeby Mimi znowu cie ubiegl?" I T. powiedzial, ze jade z nimi. ;))
No coz, brat powiedzial, ze nigdy o mnie nie slyszal, ale chetnie uslyszy. Na pewno Mimi mu mowil, bo sama przy tym bylam, jak rozmawial przez telefon i mowil, ze jest u mnie, ale brat pewnie nie pamieta, bo jest zakrecony strasznie. Bylo milo. Co prawda zostalam przedstawiona, jako potencjalna przyszla bratowa, no ale... Super bylo. Z bolem glowy i nadgarstka, ale super. :)) Dzis przyjezdza Mimi i napisal mi w smsie: "kocham Cie, jutro sie przekonasz, jak bardzo"... Chyba sie boje. ;))

Saturday, February 12, 2005

Did I say that I want to leave it all behind?

Reka boli mnie juz troche mniej. I zdalam exam z socjologii. Szczerze powiedziawszy - to byly jedne z moich ulubionych zajec, wyklady i cwiczenia z superfajnym kolesiem. Wczorajsza antropologia tez nie poszla mi zle, chociaz podobno facet oblewa 80% ludzi w pierwszym terminie (z socjologii podobno 40%, a nie w tym roku mniej niz 10 na 70)... Moze w zwiazku ze zmiana programowa troche odpuscili, bo musimy wziac przynajmniej 10 przedmiotow w ciagu calego roku (tzn. 10 egzaminow + jeszcze zaliczenia z cwiczen), zeby zdobyc jakos te 60 pkt. A przeciez niektore kursy sa za 3 pkt (bez cwiczen)... To jest UJ, nie ma lekko. ;)) Ale i tak bardzo ludzko nas tu traktuja, w porownaniu do LO... :>
Mimi kaze mi czekac na swoj powrot. Na powrot mojego "meza". Hmm, przepraszam, cos przegapilam. Nigdy nie nazywam swoich facetow "mezami", to glupie. W koncu ilu mozna miec mezow? Tak na serio to tylko jednego (i jedna zone, monogamia obowiazuje ;)). T. mowil o Marcinie, ze to moj maz... Ale ja nie.
A tak w ogole to wczoraj bylam na imprezie w paru barach z ludzmi z roku, zwlaszcza z jedna taka moja kolezanka i troche gadalysmy i ona stwierdzila, ze chyba wciaz mam cos do Marcina, skoro chce sie z nim spotkac. A dzis w mojej skrzynce odbiorczej zobaczylam: nadawca: Marcin, temat: e-kartka... Ale po kliknieciu linku nic sie nie wyswietlilo. Potem zorientowalam sie, ze to kartka wyslana do wszystkich uzytkownikow poczty. :> Ech... Sama nie wiem.
Mimi jutro wraca i dobrze, bo strasznie za nim tesknie. :(

Friday, February 11, 2005

if you believe in love at first sight... you never stop looking.

Pomyslalam sobie o dwoch sytuacjach z zeszlego tygodnia. Jedna miala miejsce w sobote (nie te, ale poprzednia). Mimi musial sie uczyc, ja w zasadzie tez. Lazilismy sobie przed kinem, spytal, co bede robic po poludniu. Powiedzialam, ze uczyc sie. On, ze tez i costam, ze chyba lepiej, zebym pojechala do siebie. Okay, powiedzialam, rozumiem. Tlumaczyl, ze ciezko mu sie uczyc, kiedy jestem, bo chce byc wtedy ze mna i w sumie naprawde go rozumialam, tylko nie chcialam, zeby tak bylo. Bylo mi smutno i w sumie nie chcialam z nim rozmawiac na ten temat. Po kilkunastu minutach w koncu mniej wiecej zakomunikowalam mu, o co chodzi. Powiedzial, ze nauczy sie uczyc przy mnie. Zachowalam sie, jak wredna, wstretna szantazystka emocjonalna, a on jak dojrzaly i racjonalny facet.
Drugie zdarzenie mialo miejsce bodajze we wtorek albo srode. Czegos sie wystraszylam (w sensie emocjonalnym) i zrobilam taka mine, jakbym chciala plakac. Zaczal mnie prosic, zebym nie plakala, bo on tez bedzie i w ogole stwierdzilam, ze empatie to ma niezle rozwinieta... Tym razem go nie szantazowalam, naprawde zlapalam dola i bylo mi strasznie smutno.
A tak na marginesie to myslalam wczoraj o Marcinie. O tym, ze w gruncie rzeczy po rozmowie (tej na gg, podczas ktorej umowilam sie na sniadanie) z Mimim, nie chcialam, zeby Marcin przyszedl i wszystko pokomplikowal. Nastepnego dnia powiedzialabym mu juz, ze musimy na jakis czas sie rozstac. Bo nowy zwiazek to nowa nadzieja, ze wszystko ulozy sie lepiej, niz poprzednio, a mnie z tym wszystkim juz nie chcialo sie walczyc. Oczywiscie, ze bym walczyla, gdyby Marcin dal mi szanse. Ale nie dal. Chce sie z nim spotkac i dowiedziec, o co poszlo.
Mimi dzwonil do mnie wczoraj, ale mnie obudzil i przez przypadek wylaczylam. Pyta, gdzie bedziemy w niedziele, bo ma plan. Juz sie boje.

Thursday, February 10, 2005

love is an accident... waiting to happen.

Mimi dzwonil dzis rano, zeby mi powiedziec, ze mnie kocha. Pamietam, jak spotkalam sie z nim po raz pierwszy i potem rozmawialam z Tomkiem. "Moze Mimiemu uda sie to, co nie udalo sie mnie?" - Powiedzial. Rozesmialam sie. Spotkalam faceta, ktory nie stawia mi wymagan, ktory moze mi poswiecic swoj czas i ktory nie probuje mnie zmieniac. Jestem okropna ostatnio, dobrze o tym wiem... Nie sprawdzam go, tylko wiem, ze on i tak bedzie ze mna. Tomek by ze mna nie wytrzymal. Przy nim zawsze bylam taka ulozona, grzeczna i pokorna, teraz go denerwuje, chociaz mowi, ze i tak mnie lubi. Mysli chyba, ze jestem zla kobieta, a prawda jest taka, ze dopoki bylam w nim zakochana, to mi zalezalo i staralam sie, jak moglam, ale chyba nie do konca bylam soba. Zreszta nie wiem, co T. sobie wyobraza! Ze kobieta bedzie wokol niego skakac, zeby go zdobyc? Za kogo on sie uwaza?
Pisalam kiedys, ze jesli o Mimim, to nigdy nie przychodzi mi do glowy wyraz "zawsze", jakos nie pasuje... Moze z powodu jego/naszego mlodego wieku. Ale to slowo zostalo wypowiedziane - i to nie przeze mnie. Jak sie obudzilam, myslalam, jaki bylby moj swiat bez niego. Nudny i tak malo optymistyczny... Jak dobrze, ze jest.

Wednesday, February 09, 2005

I can't take my eyes off you

Zmiana planow: przyjezdzam do domu w srode. Bylam dzis u dr, ktory nie ustalil terminu examu i powiedzial, ze mozna do niego przychodzic w kazda srode o 12:00. Super.
Jestem straszne marudna, bo brakuje mi M. :( Chce, zeby juz wrocil, no! On jest taki bystry, rozmawialam z nim kiedys, niedawno czy nie narzucam mu sie za bardzo. Powiedzial, ze nie i spytal mnie o to samo.
Tomek zle reaguje na moje kaprysy. Mowi, ze zlamalam mu serce i nigdy nie bedzie mogl ze mna byc. Nawet jak bede chciala i jak bede singlem. "JESLI bede singlem." - Poprawilam go.

Tuesday, February 08, 2005

Life goes easy on me most of the time

Wczoraj chyba pierwszy raz uslyszalam slowo "zawsze". W sumie to nic nie znaczy, jestesmy ze soba troche ponad 2 miesiace i wszystko moze sie zmienic. Ale to mile, ze on ma takie nastawienie.
Mam zapalenie sciegna w prawej rece i nie moge za bardzo ruszac nadgarstkiem, ale musze cos napisac. :)
Zeszly tydzien mieszkalam u brata Mimiego, bo on z rodzinka wyjechal i ktos musial "pilnowac" domu i zajmowac sie psem. Mieszkalam z Mimim oczywiscie. Moze to byl blad, bo przyzwyczailam sie do tego, ze chodzimy razem spac, razem jemy, wstajemy, ogladamy tv, uczymy sie, chodzimy na zakupy etc. Potem wyjechalam na trzy dni do Karpacza (Bylo bosko! Pierwszego dnia troche pocielam sie z Tomkiem, ale poza tym lazilismy czesto gdzies razem i wozil mnie busem, byl zajawkowo fajny, powoli zaczynam znowu mu ufac...) i dopiero wczoraj z nim sie znow zobaczylam, a po poludniu wyjechal do Tarnobrzega. :( To bedzie ciezki tydzien, a next week znow nie bedziemy sie widziec, bo ja wyjezdzam (sic!).
Zdarzaja nam sie spiecia, ale do tej pory sie nie poklocilismy. Jest dobrze. On jest beznadziejnie cudowny. ;)