Tuesday, December 28, 2004

"Policjant zaginal w akcji" (by Dominisia)

Zaraz zabieram sie za Air Polonie (ekonomia), chociaz ksiadz po koledzie ma chodzic i powinnam czuwac. :>
Naprawde tesknie juz za Krakowem... Lublin jest fajny, moze nawet nie taki prowincjonalny pod wzgledem sklepowych (chociaz Dominika moze byc innego zdania), ale mentalnym na pewno. Chociaz krakusi to megalomani, wiec sama nie wiem. :P
Tomek dzwonil z Wa-wy, czy bedziemy jechac PKSem. Hmm... Nie! (???)
I w sumie nic sie nie dzieje, oprocz tego, ze powoli robi mi sie schiz, ze Mimi sie rozmysli i nie bedzie chcial ze mna byc. (O rany, jaka ja glupia.) Just calm down, jutro sie zobaczymy. (I mowie do siebie).

Monday, December 27, 2004

"Trzeba sie dobrze zakochac. Zakochanie to pulapka. Nie mozna miec do tego zaufania."

Tomek ciagle pisze mi jakies smsy. :/ Ale dzis pojechal do Spaly, gdzie beda tez siostra i brat Mimiego... Moze da mi spokoj.
Ciekawe, czy Mimi rozmawial z Sylwia o mnie?
Dostalam od niego pare smsow (w tym buziaka na dobranoc). Wraca do Krakowa we wtorek po poludniu. Ja wracam w srode z siostra i jej mezem.
Czy moja mama nie mysli sobie o mnie, ze kazdy moj kolejny zwiazek jest "lekarstwem" na poprzedni. Bo to by prowadzilo do sytuacji bez wyjscia... Ale chyba tak nie jest...
Moj zwiazek z Mimim w ogole jest inny. JA jestem w nim inna. To chyba jednak zasluga jego mlodego wieku.
Ale zmienilam sie, Krakow mnie zmienil... Moj tata to zauwazyl nawet.
Przypomniala mi sie sytuacja, ze kiedys Mimi powiedzial, ze zakochani podobno niewiele jedza. Akurat robil sobie kanapke, wiec spytalam, czy sie zakochal. Troche sie wykrecal, a potem stwierdzil, ze nigdy nie przezyl czegos takiego, wiec pyta mnie, czy to prawda. Powiedzialam mu, ze mozliwe, bo to jest zwiazane z poziomem serotoniny. :]
Wlasnie mi napisal, ze jedzie do Spaly odwiezc Sylwie. :> Czy pozdrowic Szamana. :] Oczywiscie!
Dzis mija miesiac, odkad Marcin wyslal mi ostatniego smsa... Jutro mija miesiac, odkad mial przyjsc, a w srode miesiac, odkad spotykam sie z Mimim. Juz miesiac! Wow.

Saturday, December 25, 2004

Twoich sladow nie wypatrze... nie mam cie na zawsze...

Jeżeli Boga nie ma,
to nie wszystko człowiekowi wolno.
Jest stróżem brata swego
i nie wolno mu brata swego zasmucać,
opowiadając, że Boga nie ma.
(Czesław Miłosz, "Jeżeli nie ma")
Swietuje sobie. Kocham Swieta. Duzo by pisac, ale nie da sie w pelni oddac atmosfery w mojej rodzinie, trzeba to przezyc. :>
Tomek wysyla mi smsy, ciagle o mnie mysli... Irytujace? Ciagle zapominam, ze przyznal sie do tego, ze jest we mnie zakochany. I mysli juz, ze wszystko mu wolno? Pytal, co robie w Sylwestra. Odpisalam, ze nie wiem, ale spedze go z Mimim.
Mimi tez sie odzywal. W Wigilie. Nazwal mnie "swoim kochanym kocurkiem". Coraz bardziej za nim tesknie... :)

Friday, December 24, 2004

Last Christmas, I gave you my heart...

Mimi dzwonil wczoraj i rozmawialismy pare minut. Opowiadal, co u niego, ze byl na treningu z Sylwia, potem na zakupach... Ale jak go uslyszalam, jeszcze bardziej za nim tesknie. On jednak sie do mnie przywiazal! Mowil, ze kupili dzieciom (corce Roberta i synowi Pawla) jakies fajne rzeczy, po czym ja wyrazilam zachwyt nad malymi ubrankami. On: "Tylko mi za szybko nie zafunduj takiego malego..." Ja: "Ech, no wiesz... To nie zalezy tylko ode mnie..." On: "Nie?" Ja: "Nie wiem, chyba uczyli cie na biologii." On: "Chyba mnie nie bylo na tej lekcji." Nie wiem, co on ma z tym, ze ja chcialabym miec dziecko. Lubie dzieci. Male dzieci. Male ubranka. Zabawki. Ale bez przesady! Nie chce miec dziecka jeszcze przez jakis czas... I na pewno nie znizylabym sie do tego poziomu, zeby zlapac faceta na bachora. ;))
I w nocy rozmawialam przez smsy z Tomkiem. Napisal, ze jego kolezanka, Iwonka (u ktorej byl w USA) chce, zeby przeniosl sie do Nowego Jorku na stale, bo (on) jest jedyna zyczliwa jej osoba. Wydedukowalam, ze to ona ma problem, skoro spotyka ja zawod za zawodem, nie jest to raczej wina otoczenia. A on ma niby byc jej aniolem strozem? Zreszta wiem, czemu on tak pisze... Bo chce mi udowodnic, ze wcale nie jest taki zly, ze ktos go potrzebuje, wiec musi byc dobry... Abstrahujac od tematu Iwonki, zastanawialismy sie, kto jest facetem, dla ktorego zostalam stworzona (bo Iwonka zostala podobno stworzona dla jakiegos Lukasza)... Tomek: "Nie wiem, ale mam nadzieje, ze to dobry czlowiek." Usilowalam mu wytlumaczyc, ze nawet jak sie zakocham - a moze zwlaszcza wtedy - nie przestaje analizowac jego zachowania, wiec wiem, kiedy jedno mowi, drugie mowi, a trzecie mysli i raczej zdaze sie zorientowac, czy ktos jest dobry, czy nie. Tomek napisal, ze nic nie zrozumial, oprocz przytyku na temat rotrojenia jazni. Odpisalam, ze tym razem to nie bylo o nim. Ze tak ogolnie i jest duzo facetow, ktorzy maja roztrojenie - albo nieswiadomie, albo swiadomie i chca wykorzystac naiwne kobiety... Potem rozmawialismy, czy minimalizacja ryzyka to minimalizacja oczekiwanego zysku (badz tez nagrody), wedlug ekonomii - tak, ale jak to wyglada w praktyce... Tomek mowi, ze jesli chodzi o zwiazek zmierzajacy do zalozenia rodziny, to trzeba minimalizowac ryzyko pomylki. Odpisalam, ze z tym sie zgadzam, ale jesli chodzi tylko o samo zaangazowanie emocjonalne. On: "Zaangazowanie emocjonalne jest pelne, jezeli zmierza do zalozenia rodziny,inne to pchanie sie w klopoty.chyba, ze chodzi o uklad aseksualny." To chyba przytyk do mnie i Mimiego, to o aseksualizmie. Zreszta nie bardzo wiem, co mial na mysli? Biale malzenstwo? Napisalam, ze zakochalam sie w Marcinie, chcialam z nim zalozyc rodzine (naprawde!), ale nic z tego nie wyszlo i - mimo tego - mam sie calkiem dobrze. I poszlam spac.
On mnie chyba nie rozumie. Ja chyba niezbyt rozumiem jego i nie wiem, czy chce zrozumiec.

Thursday, December 23, 2004

"O ciało ty mój upominku na gwiazdkę od Bozi przyjęte."

Mimi wyslal mi smsa na nowy numer, bo wszystkie fajne mialam na starej karcie. Napisal, ze TESKNI. Ja tez tesknie, ale juz przyzwyczailam sie, ze jestem tu. Nie wychodze i nie przychodze, kiedy chce, niezauwazona... Nie moge sie doczekac, kiedy znow bedziemy razem... :>
Tomek napisal w poniedzialek smsa, ze zaprasza na plotki na temat kombinacji. Odpisalam, ze jestem w Lublinie i wroce do Krakowa po Swietach. Wczoraj wyslal mi smsa, ze znalazl idealny basen do Watsu i czy jeszcze chce, czy ma szukac innej modelki. Odpisalam, ze chce byc modelka. Napisal, ze ten basen jest naprawde dobry i fajnie, ze moze wreszcie zacznie badania. (Do doktoratu.) Podejrzewam, ze nie wybil sobie mnie z glowy. Ze bedzie usilowal mnie zdobyc, tylko wybierze inna droge. A moze sprobuje udowodnic mi, co odrzucilam? Jakiego naukowca i biznesmana. Chyba za dobrze go znam, zeby tego nie przewidziec.
Ostatnio czytalam wypowiedz jakies dziewczyny, ze byla w zwiazku 3 lata i ze po zerwaniu bylo jej strasznie ciezko. Pomyslalam o Marcinie i jego ex (wlasciwie powinnam po myslec o obydwu ex, ale ta "pozniejsza" jakos bardziej mnie absorbowala, chociaz z "wczesniejsza" byl 3,5 roku). Byli ze soba 4 lata. M. powiedzial, ze to ona go rzucila because of his job, a dokladniej: z komplikacji, jakie praca w policji rodzila. Powiedzial tez, ze zwiazek rozpadl sie z powodu zbytniej dominacji partnerki. Wiem, ze odkad zaczal pracowac, pojawily sie problemy ze spotkaniami... Tak, jak ze mna, odwolywal spotkania w ostatniej chwili albo nie przychodzil, albo w ostatniej chwili powiadamial, ze bedzie za godzine na przyklad. Nie chce gdybyc, co sie dzialo, bo prawie nic nie wiem. Tylko tyle, ze po zerwaniu ona mu powiedziala, ze jeszcze do niej przyjdzie i bedzie blagal: "Wpusc mnie, kochanie, wpusc." I ze jej przyjaciolka dzwonila do niego i mu mowila, zeby sobie przypomnial, jakie kwiaty lubi jego ex, bo bedzie mogl jej polozyc na grobie. Na poczatku myslalam sobie, ze to jakas chimeryczka, grozby samobojstwa wedlug mnie sa bardzo dziecinne... Ale teraz mysle sobie... Okay, rzucila go, ale moze miala powody, moze nie mogla juz dluzej tego zniesc... Jego zachowania, ktore - co prawda - nie bylo olewaniem, ale tak wygladalo... Zostawila go, zeby on sie zmienil. Dla niej. Zeby wrocil i przeprosil. Moim zdaniem powinien to zrobic. Wspolczuje jej, chociaz nic o niej nie wiem, ale chyba ja rozumiem. A moze nie, nie wiem.
Wyslalam do M. standardowego smsa o zmianie numeru.
Nic nie wiem o bylych dziewczynach Mimiego, bo odmowil mi udzielenia informacji na ten temat. Nie wiem, czemu, ale to chyba dobrze... Czuje, ze mam wiecej bagazu emocjonalnego z powodu bylych zwiazkow, ale moze dla mnie to dobrze, bo przynajmniej wiem, czego mam nie robic. Jestem naiwna i prawie za kazdym razem mysle, ze MOZE TO TEN... Ale gdybym tak nie myslala, tracilabym czas... Nie chce romansow, chociaz na razie mam romans z niepewna przyszloscia... To sie samo wyklaruje. I jemu, i mnie. Mam nadzieje, ze dojdziemy do tych samych wnioskow. Na razie odkrylam, ze wiecej jest plusow, niz minusow bycia z rowiesnikiem.
Ale to przypadek, ze sie spotkalismy. :P Gdybym wtedy nie poklocila sie z Marcinem, spalabym lepiej i nie napisala o 7:14 smsa do Tomka. Nie poszlabym z nim do Dominikanow i nie pojechala do akademika. Gdyby mial sprawny akumlator, odwiozlby mnie do domu (NALEGALABYM, bo nie chcialabym sie wpraszac), a tak musial przyjechac po nas Mimi... I gdybym w koncu nie rozmawiala na temat komputerow i mojej sis, nie spytalby o program. Ja nie mialabym pretekstu, zeby wziac od niego nr (zreszta i tak wzielam w ostatniej chwili, bo mi glupio bylo). Naprawde CHCIALAM sie z nim spotkac. Jest w nim cos, co mnie pociaga... :)

Tuesday, December 21, 2004

"I don't know the games of the heart"

"Even if you called I wouldn't hear you,
and even if I heard I woudn't turn,
and even if I made that impossible gesture,
your face would seem a stranger's face to me."
("Landscape", W. Szymborska)

Jak to jest, ze jednego dnia jestesmy przekonani, ze chcemy z kims byc, jest nam dobrze i jestesmy pewni uczuc tej drugiej osoby, a nastepnego dnia ten ktos znika? Tak, im dluzej tu jestem i im wiecej ludzie mnie pytaja o Marcina, tym bardziej sie nad tym zastanawiam. I wciaz tego nie rozumiem. Szkoda, bo chcialabym.
Mimi dzis wraca do domu. Jego sis pewnie juz tam jest. Ale az tak bardzo sie nie boje juz, ze mu cos nagada. Problem w tym, ze Sylwia traktuje mnie, jakbym byla glupia. Szczerze powiedziawszy Tomek tez mnie czasem traktuje... Moze maja niezbyt inteligentne towarzystwo, ale mi nie trzeba dwa razy powtarzac!!! Ani tlumaczyc niczego 988942 razy... Ech...
Wczoraj porownalam Mimiego do szczeniaczka, ze sie zachowuje tak slodko... Ze robi takie minki, jak mu dokuczam i pyta, czemu to robie. :P Ale on nie jest niedojrzaly. I swietnie sobie radzi sam w Krakowie.

Monday, December 20, 2004

Even when I was wrong, I never thought it would turn out this way...

Moi rodzice mnie nie poznaja. Po calym dniu na zakupach i milej rozmowie z mila Fanka, posprzatalam w szafie. Nie robilam tego od baaaaaaardzo dawna i wlasciwie wiecej rzeczy wyrzucilam, niz zostawilam. Ale fajnie miec porzadek! Jutro powywalam niepotrzebne ksiazki. :D
Mimi zasypal mnie wieczorem smsami, bo napisalam mu, ze sweter mi nim pachnie... Stwierdzil, ze to fajnie, ze cos mi o nim przypomina i ze zabralam ze soba kawalek jego. On jest po prostu sweet.
Dominisiu, czemu przenosisz sie na AGH? :P

Sunday, December 19, 2004

No body said it was easy...

No i nareszcie w domciu! Prosze sie umawiac na spotkania, bo zacznie mi czasu brakowac. W Krakowie nabralam dosc pedantycznych nawykow i zamierzam uporzadkowac swoj pokoj! Mam tez nawyki praktyczne. :]
Drugi dzien bez Mimiego, a ja szaleje z powodu jego braku... :( Dzwonil wczoraj do mnie, ale nie bylam zbyt komunikatywna, bo wstalam o 5:00, a kiedy zadzwonil, ogladalam nieco ekstrawagancki film "Apartament" na DVD. Z Joshem Hartnettem i Diane Kruger (Helena z "Troji"). Komedia romantyczna, ale raczej madra, niz glupia. Do refleksji. Jeszcze nie weszla do kin. Hmm... Dzis napisal mi smsa, czy juz ubralam choinke i ze on chce juz jechac do Tarnobrzega, bo smutno mu samemu w Krakowie...
A slub byl fajny. Oprocz moze tego, ze 3 czy 4 osoby spytaly mnie, kiedy JA wychodze za maz. Czyzby spisali moja srednia sister na straty? Z tego, co wiem, spotkala ksiecia z bajki i jest z nim od wrzesnia. Moze jednak cos z tego bedzie? Wlasciwie slub trwal 15 minut, potem bylismy w restauracji. Tesciowie mojej sis usilnie probowali mnie wyswatac ze swiadkiem pana mlodego, jego bratem ciotecznym (rok ode mnie starszym). Kiedys z nim troche krecilam, chodzilismy ze soba wlasciwie, ale kiedy to bylo? W siodmej klasie podstawowki! Ale mam wrazenie, ze mu sie podobam, oniesmielam go chyba. A moze po prostu jest niesmialy.
A co z Marcinem? NIC. Nie wiem w sumie, co mam mowic. Nic nie wiem. Dzis mijaja trzy tygodnie odkad mial sie zjawic, a tego nie zrobil. Jutro beda trzy tygodnie odkad spotykam sie z Mimim... Mam dziwne wrazenie, ze mama posadza mnie o to, ze to moja wina, ze M. zniknal. Ale ja nic nie zrobilam! Bylam moze odrobine zbyt nerwowa, ale nie posunelam sie do radykalnych krokow. A jesli naprawde cos mu sie stalo? Ale ile razy myslalam, ze cos sie stalo, a to byla jego wina, ze mnie nie powiadomil? Chyba z 5 albo 6. Nie wiem, co mam zrobic. Nabieram do tego dystansu i stwierdzam, ze on mnie zranil, zawiodl i rozczarowal. But the show must go on...

Friday, December 17, 2004

A ja leżę tu, gdzie ma być nas dwoje, brak mi tylko tchu...

Wczoraj mialam 40 minut prawa zamiast 90. :P Kobieta chyba ma nas dosc. W zwiazku z tym bylam za wczesnie u Mimiego. Przyszlam z Agata, ktora odwiedzala swojego Michala (mieszka w tym samym domu, co Mimi, ale z innej strony) i on nam otworzyl furtke. Agata poszla z Michalem, a ja zorientowalam sie, ze w czesci domu Mimiego i jego kumpli nikogo nie ma. Poczekalam troche i przyszedl jedyny przedstawiciel UJ wsrod wspollokatorow, Slawek. Spytal sie, jak weszlam za furtke, to mu wytlumaczylam. Slawek zaproponowal mi herbate (wlasciwie wrzatek) i kazal sie rozgoscic, bo Mimi i Rafal mieli miec kolokwium i wrocic za jakies 30 min. Posiedzialam sobie troche, po czym spytalam, czy moze trzeba im pozmywac naczynia. Slawek ucieszyl sie, bo mieli tego sterte i zabralismy sie do zmywania. Stwierdzil, ze jestem bardzo konkretna dziewczyna. Chyba mnie lubi. W trakcie przyszli Rafal i Mimi, dokonczylam zmywac z Mimim. Mial jechac do brata (Pawla) na noc, ale zmienili plany i nocowal u mnie. Byl bardzo spiacy, bo przez dwa dni uczyl sie matmy i spal chyba z godzine. Rano zrobilam mu sniadanko. Jaka ja dobra jestem. :D
Potem wpadlam do niego po niemieckim. Fajnie bylo, spal mi na ramieniu i mowil, ze dobrze mu ze mna i dobrze sie czuje etc. Pol godziny temu sie rozstalismy, a ja za nim tesknie, jak cholera. :(

Thursday, December 16, 2004

easy like thursday morning...

Zycie studentki jest fajne.
Wczoraj przemyslalam wszsytko raz jeszcze (zajelo mi to jakies 5 minut) i doszlam do wniosku, ze bylam w Marcinie zakochana i to bardzo. Tylko, ze decyzja o zerwaniu dojrzewala we mnie od jakiegos czasu. Wlasciwie odkad zaczal odwolywac spotkania w ostatniej chwili albo nie informowal mnie o tym, ze nie przyjdzie, dopoki go nie spytalam. Juz w pierwszym tygodniu (kiedy byl w Pile), w srode - zanim mi napisal, ze jest zajety w pracy i zerwal kontakt ze swiatem - bylam w sklepie i wracajac, stwierdzilam, ze wcale nie musze z nim byc. Ze on moze niekoniecznie jest mi przeznaczony, bo wczesniej jakos strasznie sie balam, co bedzie, jak NAS nie bedzie. A wtedy dopuscilam do siebie mozliwosc, ze moze jednak NAS nie bedzie, a bedzie ktos inny... Jacys inni MY. Tak naprawde nie chcialam byc z nikim innym, niz Marcin i bylam gotowa zniesc wszystko. Tak samo bylo z Tomkiem, mam jakies sklonnosci masochistyczne. Tyle, ze pojawiali sie faceci, ktorzy o mnie "walczyli" i w gruncie rzeczy ze wszystkich stron slyszalam, ze zasluguje na lepsze traktowanie.
Stwierdzilam dzis, ze moze jednak M. naprawde sie cos stalo. Moja wspollokatorka pyta, czy nie moge do niego zadzwonic do domu. Ja: "Moge, ale nie chce." Ona: "Moze pojde do niego do komisariatu, w koncu codziennie go mijam." Ja: "Tak, zglos zabor w celu przywlaszczenia ksiazki przez sierzanta." Haha.

Wednesday, December 15, 2004

Ain't no Sunshine...

Wbrew tytulowi tej notki, slonce dzis bylo w Krakowie. Troche zimno, ale pogoda bardzo fajna. Bylam na ekonomii (nudy, stwierdzilam, ze cwiczeniowiec nie jest jednak taki fajny, bo nie moge zrozumiec, o co mu chodzi, jak 100% grupy), a potem w domciu i poszlam na zakupy do Ikei (rodzince pare rzeczy sprezentowalam).
Zastanawialam sie, czy bylam zakochana w Marcinie. Chyba tak. Myslalam nawet, ze cos wiecej, niz zakochana. Ale jak tak szybko sie pozbieralam? Niby te dwa tygodnie, kiedy byl w Pile i pare dni po... Zwlaszcza moja wspollokatorka widziala, co sie dzialo. Stany depresyjne, wahania nastroju, ciagle rozdrazenie, plakanie... A potem jedno popoludnie. I jeden facet, of course.
Ale wciaz nie przerobilam emocji zwiazanych z M., tzn. nie wiem, co sie stalo. Ale - w przeciwienstwie do T. - trauma byla jednorazowa, natychmiastowa i rownoczesnie zabsorbowal mnie Mimi. To bylam w koncu zakochana, czy nie? Teraz rozumiem zakochanie z psychologicznego punktu widzenia. Nie jest to nic niezwyklego, ale czasami bardzo przyjemnego. :)) Chociaz z T. nie bylo tak rozowo.
Ale w sumie z Marcinem to szybko przeszlam. Nie powiem, lubie go ciagle... Mimo wszystko, chcialoby sie rzec! On tez byl pod pewnymi wzgledami zryty, to nieokazywanie uczuc, dystans i obawa przed zdominowaniem. Niby twierdzil, ze jest ulegly (i to bardzo), ale to on narzucal mi warunki, ktorych nie musialam akceptowac - ale chcialam, bo ogolnie mi zalezalo i sama jestem raczej ulegla. (Nietopsze.)
Jak juz wspomnialam, dzis nie widzialam sie z Mimim... Tesknie za nim, ale nie puszczam mu sygnalow (on puscil mi jeden), zeby mu oznajmic, ze o nim mysle... Niech sie spokojnie uczy... Zobaczymy sie juz jutro. :)

Tuesday, December 14, 2004

hic et nunc

Oczywiscie na moim uni dzieje sie wszystko na opak. Po angielskim dowiedzialam sie, ze odwolano wyklad z instytucji. Zadzwonilam do Mimiego i spytalam, czy jest w domu. Okazalo sie, ze tak. Nie poszlam tez na antropologie, a potem na cwiczenia (no co, po to sa nieobecnosci, zeby je wykorzystywac). Mimi zrobil sobie kotlety (wow, nawet mu sie udaly, chociaz nie jadlam, bo bylam juz po obiedzie), potem sobie siedzielismy, spytalam Mimiego, czy chce u mnie nocowac. Chcial. Ale chcial ze mna wypic. Pojechalismy do Jubilata i kupilismy pol litra wodki i pol litra soku malinowego. :)) Oraz platki sniadaniowe i batonik orzechowy. Pozniej pojechalismy do mnie, Mimi przechodzil na czerwonym swietle, a ja mu powiedzialam, ze mnie sprowadza na zla droge, bo przez ostatnie piec miesiecy przestrzegalam prawa. On: "A skad wiesz, ze piec miesiecy? Liczylas?" Ja: "Tak, bo wtedy bylam z policjantem." Hyhy, nie rozwijalam tematu.
Jak przyszla moja wspollokatorka i obejrzalysmy "Wyprawe Robinson", zaczelismy polewac. Wlasciwie moge pic duze ilosci, nawet na raz. Oni rozcieczali woda. Fajnie bylo. Wspollokatorka sie spila i zaczelysmy normalna nasza "powazna" rozmowe. Powiedziala Mimiemu, ze tak sie komponuje, ze jej nie krepuje. Rozmawialysmy o facetach.
Ona: Czy twoi faceci byli do siebie podobni?
Ja: Nie, hehe.
Mimi: Chyba mam niewiele wspolnego z policjantem.
Ona: Z masazysta tez nie. Czemu tak jest?
Ja: Bo stwierdzilam, ze nie o to mi chodzilo... A Marcin...
Ona: Z Marcinem to ja nie mam pojecia, o co chodzi.
Ja: Ja tez nie.
Mimi: A ze mna?
Ja: Nie wiem. Za malo danych, hyhy. Jestem typem poszukujacym.
Otoz to.
Jak wspollokatorka poszla spac, poczulam sie zmeczona, spiaca i poscielilam lozko. Gadalismy jeszcze. Nie za bardzo pamietam, o czym (zmeczenie, sennosc + alkohol). Powiedzial mi, ze mam swietne nogi. Ja jemu powiedzialam, ze sie w nim zakochuje. I ze to niedobrze. On: "Dlaczego?" Ja: "Bo sie boje." On: "Czemu?" "Z powodu poprzednich zwiazkow." Chyba poza tym nie powiedzialam nic specjalnego. No, moze, ze studiujac w Krakowie spelniam ambicje mojej mamy. Ale ze mi to nie przeszkadza, bo chcialam tu studiowac. Jak juz naprawde prawie spalam, prosil mnie, zebym nie zasypiala, bo mu sie dobrze ze mna rozmawia.
Rano zrobilam mu sniadanie i pojechalismy na matme. Naliczylam cztery dziewczyny (beze mnie) na okolo 100 osob. Potem dotarlismy do niego, nikogo nie bylo. Niestety, kolega przyszedl w najmniej odpowiednim momencie, ta sytuacja nie byla nawet dwuznaczna, byla JEDNOZNACZNA. Ale to nic. To przyjaciel Mimiego (bardzo fajny, zreszta) i nie przejmuje sie, moglo byc gorzej. :P Mimi troche spal, potem odprowadzilam go na Cracovie i sama poszlam do miasta, a on na cwiczenia z technik wytwarzania czy czegos takiego. U mnie znow nie odbyly sie cwiczenia z instytucji i zasad funkcjonowania UE.
A jutro sie nie widzimy, on musi sie uczyc. To nic.
Mimi wczoraj spytal mnie, czy widzialam jego brata w "Europa da sie lubic". Staram sie unikac tematu brata, zeby nie wywolywac podejrzen, ze interesuje mnie za bardzo. Powiedzialam, ze widzialam. On: "Wygladal tak, jak ja! Sweterek i w ogole..." Hihi. Rzeczywiscie. Chyba powiedzialam mu, ze jak Kaska przyszla i zobaczyla, co ogladam w tv, stwierdzila, ze sa do siebie bardzo podobni. Ale dla mnie oni sa identyczni w trzech kwestiach: mowienie, tak, jakby mieli katar, ale strasznie mi sie to podoba, taka chrypka; usmiech - jest prawie identyczny; sposob poruszania sie. Siedzac dzis na cwiczeniach z socjologii, doszlam do wniosku, ze T. rzeczywiscie sakralizuje te rodzine. Przypomnial mi sie nawet konkretny przyklad. Kiedys T. mial w samochodzie kartke z narysowana droga do tej wioski pod Jaroslawiem, gdzie Sylwia trenowala w lipcu, a T. jej towarzyszyl. Tylko wzielam do reki te ksiazke, a T.: "To rysowal ojciec Roberta. Ojciec Roberta tlumaczyl mi, jak dojechac do Nowej Grobli. Fajnie, nie?" To naprawde normalna rodzina. Nazwisko jest tylko nazwiskiem. Mimi to normalny facet, mowi o bracie mniej wiecej tak, jak ja o siostrze.

Monday, December 13, 2004

Znow zwykly zrobie blad, na swe zludzenia strace czas...

Dzis zarzadzilam przerwe. Teoretycznie koncze o 20:30 i moglabym potem wpasc do Mimiego, ale wole wrocic do domu i sie pouczyc na instytucje. Jutro pojde z nim na 8:00 na matme. Bede za nim tesknic, tesknilam juz za nim, jak sie wczoraj zegnalismy (znow odwiozl mnie samochodem rodzicow do domu, uwielbiam z nim jezdzic!).
Bylam znow u niego w Geancie. Rozwinelam znajomosc z kolega "sasiadem" od mebli kuchennych (ma na imie Krzysiek), ktory wypytywal mnie, co robie w Krakowie, jak sie studiuje. Polubil mnie. Powiedzial Mimiemu, ze on na jego miejscu by nie narzekal - przychodze, przynosze ciastka i w ogole... Zalezalo mi, zeby zrobic na nim dobre wrazenie, bo to dobry kolega Pawla, brata Mimiego.
Troche sie boje, bo zaczynam sie zakochiwac... Brakuje mi optymizmu. To by bylo zbyt piekne...
Jakie to mile, jak ktos okazuje ci uczucia... Ewoluowalam znacznie. Przy Tomku nie mozna mi bylo okazywac wlasnych uczuc, juz nie mowiac o tym, ze on nie okazywal zadnych. Przy Marcinie moglam robic, co chcialam, ale on zachowywal sie czesto asekuracyjnie. A teraz jest super. Niestety, kiedy jest tak fajnie, moze byc tylko gorzej... Ale potem bede o tym myslec... :)
To chyba jednak prawda, ze ja na niego dziwnie dzialam. Ze go przyciagam do siebie. On mnie do siebie tez. Ze oboje zachowujemy sie irracjonalnie i nieprzewidywalnie. Ze razem jestesmy zdolni do wszystkiego. Chociaz on uwaza, ze raczej do konca nie trace panowania nad sytuacja.
A zakwasy mam w roznych dziwnych miejscach (po tym areobiku). Dzis ciezki dzien, jutro tez, ale w sobote do domku!!! Niby sie ciesze, ale wiem, ze bede tesknic. Nie tylko za Mimim. Za niezaleznoscia, jaka tu mam. Za Krakowem. Ale naprawde chce juz jechac. :))

Sunday, December 12, 2004

It was not a chance meeting...

Mimi chcial mnie wczoraj zabrac do brata (tam nocuje, bo rodzice przyjechali), zeby sobie mnie rodzinka obejrzala z kazdej strony. A tak naprawde to nie chcial spac sam! Podziekowalam i powiedzialam, ze moze nie z kazdej strony powinni mnie ogladac... :]
Generalnie dowiedzialam sie wczoraj ciekawej rzeczy, a mianowicie, ze to ja poderwalam Mimiego! Powiedzialam mu, ze wcale nie mialam takiego zamiaru, chcialam byc neutralna i mila, byc moze mam troche kokietujacy sposob bycia, ale zazwyczaj wiem, kiedy jestem mniej asertywna. Naprawde nie mialam takiego zamiaru, bylo mi wtedy bardzo smutno i chcialam pogadac z kims fajnym... Hmm... Moze wysylam jakies sygnaly, ktorych nie jestem swiadoma? Dla mnie to on byl bardzo ekspansywny. A przy spotkaniu face to face juz zupelnie jasne staly sie dla mnie jego intencje. Dotknal mnie pierwszy. Pocalowal tez. Powiedzial, ze nie spodziewal sie, ze jeszcze do niego zagadam. Hmm... Zartowal, ze chcial tylko plyte, a co dostal? A ja... mialam nadzieje, ze sie jeszcze spotkamy. Ta plyta to byl dobry pomysl, zeby zdobyc jego nr i gg. :]
Rozmawialismy tez o psychoanalizie, o tym, ze ja i moja urocza wspollokatorka wszystko rozbieramy na czesci, a potem skladamy. Zwlaszcza facetow. Chociaz z "moich" to analizowalysmy tylko Tomka, z raz Marcina. Mimi pytal, czy jego tez psychoanalizowalysmy. Nie, zupelnie nie. Za malo danych, a moze po prostu nie sprawia na razie problemow. Powiedzialam Mimiemu, ze z facetow jakos zwiazanych ze mna tylko Tomka zanalizowalysmy. Czemu? Tomek sprawia duzo klopotow i chcialam wiedziec, czy moze ja go jakos prowokuje. I ze powiedzialam Kasce, ze to prawie nie moja wina... A Kaska: to w ogole nie Twoja wina!
Pawel (brat Mimiego) teraz na pewno sie dowie, ze Mimi ma dziewczyne (jesli jeszcze nie wiedzial). Bo taki dobry znajomy, "sasiad" w Geancie nas widzial. Siedzielismy przed nim, rozmawialismy z nim, a Mimi trzymal mnie za reke, obejmowal i przytulal.
Mam zakwasy w sciegnach przy kolanach. Ciekawe, nie spodziewalam sie ich tam. Ale moge chodzic.
Nie wiem, co mam wlozyc na slub cywilny siostry. Chyba wezme troche ubran i bede sie zastanawiac na miejscu.
KRA! :*

Saturday, December 11, 2004

Naprawde jaki jestes nie wie nikt.

Wstalam dzis (sobota) o 8:00, zeby pojsc z Kasia na 9:00 na areobik. Bede miec zakwasy, nawet juz wiem, gdzie. Generalne ranne wstawanie nie jest dla mnie problemem, bo nigdy nie mam zajec wczesniej, niz o 12:00.
Bylam wczoraj w Geancie, jak zwykle spedzilam tam wieczor i popoludnie.
Ta kolezanka Mimiego, co byla w zeszlym tygodniu w Geancie, chyba cos ma do mojego faceta. No nic, grunt, ze on nic nie ma, bo sygnaly, jakie wysylal (ze jest w zwiazku ze mna) byly bardziej, niz oczywiste. Troche zazdrosna jestem. Nietopsze.
Upewniam sie coraz bardziej, ze on chce mnie poznac. Mozna powiedziec, ze nam sie uklada.
Napisalam maila do pana cwiczeniowca od ekonomii, czy moglby mi pomoc wybrac jakis temat na esej, bo ja nie mam zielonego pojecia. Odpisal (wyslal mi nawet dwa maile) i podal gotowy temat. :D Fajnie, bo mialam z tym duzy problem. Teraz bede analizowac rynek tanich linii lotniczych i badac przyczyny upadku Air Polonii. Wow.
Dzis znow ide po poludniu do Geanta. O ile dotrwam, bo niedlugo zacznie mnie wszystko bolec. :P :( :*

Friday, December 10, 2004

Kto jest Kopciuszkiem - Ty czy ja?

Zdobylam z socjologii 13 /16pkt. Nie bylo ocen, tylko ci, co mieli ponizej 10 musza przyjsc na dyzur i zaliczyc. Jeee. :D
Doszlam (przy pomocy mojej dyzurnej psycholog-wspollokatorki) do roznych ciekawych wnioskow na temat T. i Mimiego.
Na poczatek moze Tomek. On chce ulozyc moje zycie wedlug swojego schematu. On chce poukladac zycia wszystkich na okolo wedlug swoich schematow! Dosc duzo z nim przebywalam i zauwazylam te dziwna prawidlowosc: jesli ktos robi cos, nie tak, jak ON by zrobil, to jest glupi albo w ogole trzeba sie na niego denerwowac. Przeciez kazdy czlowiek ma wlasna wole, prawo do decyzji i bledow. Nie potrafie zrozumiec myslenia T., jest tak dominujacy, ze nie miesci sie to w mojej swiadomosci. I on chce taki byc. Nie zamierza sie zmieniac. Mowi, ze "taki juz jest". Okay, to jego sprawa, ale niech nie wkracza z tym na moje terytorium. T. probuje wszystko dostosowac do swojego schematu, bez wzgledu na to, czy to pasuje, czy nie. Po prostu wybiera sobie informacje, ktore sie nadaja, a ignoruje te, ktore nie. Rewelacja. Dokladnie to samo robil, jesli chodzi o moja osobe. Niby "nie chce sie wtracac", ale robi to na kazdym kroku! Jesli nawet ja sie w cos wpakuje, to na pewno nie bedzie to taki kanal, jak z nim. Czy on tego nie rozumie? NIKT nie moze mnie bardziej zranic, niz on!
A Mimi... on jest w znacznym stopniu taki, jak ja. Spontaniczny i zlozony. Ciezko mi rozpracowac jego psychike. W kazdym razie nie wyglada na to, ze rwie laski na nazwisko. :P Moze to dodaje mu pewnosci siebie, ale tylko pozornie, bo wczoraj, jak powiedzialam mu, ze ma sliczne oczy (bo brazowe!), to stwierdzil, ze wydaje mi sie, bo jest ciemno. Jestem dla niego bardzo lagodna, bo sama czuje sie bezpiecznie. On lubi, jak sie nim zajmuje... Ktory facet nie lubi. :P Doszlam do wniosku, ze jednak sporo zawdzieczam Marcinowi, to on wyprowadzil mnie z wiekszosci traum, jakie mialam po zwiazku z Tomkiem. No pewnie, ze nie jest fajnie tak nagle zaczac byc olewana, ale ostatecznie jakos to przezylam (bez wiekszych strat psychicznych). Nie boje sie tak bardzo, jak w czerwcu. Nie wiem, na ile to zasluga Mimiego. Wczoraj spytal, czy dobrze mi z nim. Ja: "Tak, ale nie z powodu fizycznosci. To znaczy tez, ale nie przede wszystkim." Lubie go miec przy sobie. Jak sie przytula w autobusie, jak trzyma mnie za reke. A najbardziej lubie obudzic sie i widziec, jak na mnie patrzy. A na pytanie, czemu mi sie tak przyglada, uslyszec: "Podobasz mi sie".

PS
Za tydzien jade do domu! Juppi! Na razie nie bede ograniczac nam kontaktow, prawdopodobnie same sie ogranicza z powodu kolokwiow... A potem przerwa swiateczna... Dobra przerwa nie jest zla, chociaz wcale nie mam na to ochoty.

Wednesday, December 08, 2004

To znaczy tak niewiele, tylko my...

Hmm, chyba musze sie zreformowac. Nie wiem, czy mam podchodzic do swojego zwiazku, jakby byl tylko... a moze wlasnie "az" zwiazkiem? Czy moze bedzie z tego cos wiecej? Czy mam o tym w ogole myslec? Ale jak mozna nie myslec pod pewnym katem? Np. jakim bedzie ojcem, mezem, zieciem? Oczywiscie, w nadmiernych ilosciach takie mysli moga swiadczyc o tym, ze mam problem. Ale czasem mi sie zdarza. Coraz czesciej. Chociaz na poczatku wydawalo mi sie, ze on jest ZA MLODY, zeby o nim w ten sposob myslec. Ale angazuje sie coraz bardziej...
Umowilismy sie pod AGH, bo konczylam wczesniej i poszlam jeszcze na rynek wyplacic pieniadze z bankomatu, a potem do xera. W drodze powrotnej kupilam sobie wode mineralna i grahamke, a potem wstapilam do cukierni po ciastko. Spoznilam sie oczywiscie, ale on spoznil sie jeszcze bardziej (lubie, jak przeprasza :P), bo musial oddac jakiestam przyrzady czy inne narzedzia i byla kolejka. Dalam mu to ciastko, bylo fajnie zapakowane w bialy papier. Ucieszyl sie. Nie z ciastka, tylko, ze mu cos przynioslam i ze zachowuje sie tak sweet. Poszlismy na jego wydzial, ja zjadlam bulke i popilam mineralna, on kanapki, ciastko i tez popil moja woda mineralna, jeszcze potem skonsumowal kawe i po obejrzeniu rysunkow w katedrze transportu linowego (wszystkie te super kolejki etc.) - bo Mimi raczej wybierze te specjalizacje - spoznilismy sie na wyklad (bo byl na miasteczku AGH) pani policjantki.
Nie dosc, ze mowila koszmarnie niegramatycznie, silac sie na szeroki zasob slow, to przynudzala. Oczywiscie my sie nie nudzilismy. W pewnej chwili zauwazylam, ze jestem jedyna dziewczyna. Mimi stwierdzil, ze zwracam na siebie uwage. Potem odkrylismy, ze na dole siedza jeszcze jakies dziewczyny (dwie), ale dopiero, jak wychodzilismy, wiec nie rzucaly sie w oczy... Oczywiscie zastanawialam sie, wchodzac, czemu wszyscy sie tak patrza... No i juz wiem. Hmm... Goraco polecam te uczelnie. :P
Potem odprowadzil mnie na przystanek, spoznilam sie 2 minuty, wiec musielismy czekac 21! Rozmawialismy troche o mojej sis, jej slubie i ze to glupota wydawac na wesele 15 ooo PLN (nie rozumiem sis, doprawdy). Zamierzam z nim pojsc na koscielny, ale nie wiem, czy wytrzyma ze mna do wiosny. :>
Moze powinnam robic nam jednodniowe przerwy w spotkaniach? Nie chce, zeby sie mna znudzil. Na razie chyba oboje sie zakochujemy, ale rozstania sa wskazane, bo z poniedzialku na wtorek spedzilismy ze soba 19,5 godziny pod rzad... A jak w koncu odprowadzil mnie na przystanek w strone Przegorzal, a sam poszedl na druga strone... Hmm... Jak przechodzil przez ulice, zaczelam juz za nim tesknic. Nie czuje obsesyjnej potrzeby przebywania z nim, ale lubie to. Czas nam szybko mija. Nie chcialabym, zeby u mnie przesiadywal cale dnie albo zebym ja spedzala u niego za duzo czasu... Ale ile czasu to za duzo?

Tuesday, December 07, 2004

all around the world...

Socjologia kompletnie zamotana, ale sciagalam i mam moze 3-4 bledy, a trzeba miec 10 pkt na 16, wiec raczej na pewno zalicze. Oczywiscie niewiele sie wczoraj i dzis uczylam, because of Mimi. Na dodatek na 8:00 poszlam na 135 minut wykladu z matmy na AGH. Na kilkadziesiat osob bylo kilka dziewczyn i wszyscy zorientowali sie, ze nie jestem od nich, ale Mimi nie pozostawil im watpliowosci, z kim przyszlam. Wlasciwie to ja tez sie malo asertywnie czasem zachowuje. Wykladowca podobno patrzyl sie na nas, jak sie wyglupialismy, Mimi mowil, ze byl zazdrosny. :P No coz, jak to bylo...? Idzie brzydka dziewczyna ulica, a druga tez z AGH.Rozmawialismy tez powaznie (!!!). Tzn. powiedzialam mu (bo akurat spytal o cos), ze poklocilam sie z Tomkiem. I ze on (T.) uwaza, ze zlamalam mu serce, a po drugie, ze pakuje sie w klopoty. Mimi spytal, na czym te klopoty maja polegac. Chyba z 10 minut zastanawialam sie, na czym moga polegac moje klopoty i w koncu odkrylam, iz na tym, ze mnie po prostu wykorzysta. Stwierdzil, ze wcale nie ma takiego zamiaru, a ze troche inaczej sie zachowuje, to juz inna kwestia... Powiedzialam mu, ze mam takie zboczenie psychologiczne, ze dociekam raczej przyczyn, niz skutkow i jestem w stanie rozdzielic jego zachowanie od intencji. Uznal, ze fajnie miec psychologa. A Tomek go w ogole nie zna. Powiedzialam, ze opiera sie na intuicji. Mimi spytal, wlasciwie czemu powiedzialam T., ze sie spotykamy. Ja: "Bo wiesz, on ciagle mial nadzieje, a jak zaczelo sie sypac miedzy mna a Marcinem, to zwietrzyl szanse... Chociaz juz dawno mu powiedzialam, ze nic z tego." I probowalam w 3 zdaniach powiedziec, co bylo wczesniej, ze T. mnie strasznie skrecil psychicznie i w ogole mialam taka traume, ze wszystkich za wszystko przepraszalam. Mimi: "Nie chcialbym, zebys kiedys tak o mnie mowila." Ja: "Tez bym nie chciala tak kiedys o tobie mowic. Ale ja mu wybaczylam, myslalam, ze jestesmy przyjaciolmi, ale on mial chyba caly czas ukryte intencje." Potem nie pamietam, o czym rozmawialismy. Pozniej spytal, czy jest jakas szansa, ze sie w nim zakocham. Potwierdzilam ("Mysle, ze tak."). Nie pamietam aporpos czego, Mimi spytal mnie, czy my mamy jakis problem. Ja: "Nie sadze. A nawet jesli... jestem zdania, ze dwoje dojrzalych ludzi, ktorzy maja dobre intencje zawsze bedzie potrafilo rozwiazac problem." A jak zeszlo na tematy lozkowe, to chociaz stwierdzilam, ze jestem zryta pod tym wzgledem, uznal, ze pozytywnie zryta i ze nie mozna przyczepic sie do moich zasad (a raczej zasady). Chyba mu zaimponowalam. Troche tez mowilam o Marcinie, ale raczej o jego pracy, bez slowa na temat zwiazku. Bo wlasciwie o tym to ja nic nie wiem.Jutro ide z Mimim na wyklad policji. Strasznie mu sie nie chcialo, a musi. Czemu mam mu nie uprzyjemnic czasu? :>

PS
A kolegow Mimiego juz oswoilam! (Chyba...)

Sunday, December 05, 2004

Nie zegnam sie. Zapomnij, ze widziales mnie kiedykolwiek...

Spedzilam wczoraj trzy godziny w Geancie z Mimim. Zastepowal brata (Pawla, of course :P), ktory ma salon z drogimi meblami (to tylko przedstawicielstwo francuskiej firmy). Sobie stalismy na gorze Geanta i patrzylismy, co sie dzieje na dole. Przyszla jakas kolezanka Mimiego (przechodzila) i powiedziala: CZESC WAM. Potem mi sie przedstawila, a Mimi mnie wzial za reke zeby nie bylo watpliwosci, co nas laczy.
Powiedzial mi potem, ze sie tak nie zachowywal normalnie, nie kleil sie tak do nikogo, jak do mnie. Tylko ja tak na niego dzialam. Moze to bajer, nie wiem. Jestem dosc naiwna. :P
T. chcial, zebym wczoraj przyjechala. Powiedzial, ze wpadl w uczucie, ktorego tak bardzo chcial uniknac. Spotkalismy sie dzis na mszy u Dominikanow... Bylo fajne kazanie. Potem poszlismy do Botanici, ale mialam wrazenie, ze chce mi cos powiedziec i nie mowi. Spytal, czy ja chce mu cos powiedziec, bo on to czuje. Ja, ze nie. I w ogole wkurzajacy byl. Potem polazlismy po Plantach i pojechalismy na AWF, bo on nie jadl sniadania. Denerwowal mnie caly czas, usilowal mi narzucic swoje zdanie, byl tak agresywnie nastawiony jakos. Dominujacy i zaborczy. Ja zreszta tez nie zachowywalam sie asertywnie, a raczej z dystansem. Niewiele mowilam o Mimim. Same jakies pol-powazne rzeczy.
Potem powiedzial mi, ze rozmawial z kims i ktos mu cos powiedzial i niestety wszystko uklada sie w puzzle, chociaz on wolalby, zeby tak nie bylo. I to dotyczy mnie. Potem okazalo sie, ze Pawel (brat Mimiego) jak byl mlody, to mial bujne zycie towarzyskie i wszystko wyglada na to, ze Mimi tez jest taki. Ja: "Ale przeciez Ty nic nie wiesz." On: "Nie wiem, ale z tego co mowisz..." Ja: "Ale NIC NIE WIESZ." On: "Bo mi nie mowisz!" Rozmowa byla coraz bardziej bez sensu. Spytalam, jak moze wysuwac wnioski na podstawie tak malej ilosci danych. On: "MUSZE." I ze martwi sie o mnie. O siebie juz sie nie martwi, chociaz do wczoraj mial depresje (z mojego powodu, podobno). Ja: "To byl stan depresyjny." On: "Wszystko jedno." Ja: "Nie, wcale nie." I w ogole pije ciagle... Przeze mnie! Specjalnie wywoluje u mnie wyrzuty sumienia, bo tylko tak moze na mnie wplynac. W ogole nie zdaje sobie sprawy z tego, ze to robi, bo nie jest tak inteligentny emocjonalnie, ale zaobserwowal schemat behawioralny: bodziec - reakcja i ciagle powoduje te bodzce... Jest strasznie zaborczy. Powiedzialam mu o tym, a on, ze wcale nie. Ja: "Ale ja to tak czuje!" On: "Ale nie takie sa moje intencje... Ja tylko martwie sie o ciebie." Ja: "To moje zycie, moge z nim robic, co chce. Moge popelniac bledy. I bede je popelniac. Wiem, ze sie martwisz, ale dam sobie rade."
Kiedy spytalam go, skad wie, jaki jest Mimi, powiedzial, ze to uwarunkowane genetycznie. Wstalam, powiedzialam, ze ta rozmowa do niczego nie prowadzi i wyszlam. Potem dostalam smsa, ze zyczy mi, zeby nadal byl zaborczy i glupi. (W domysle: czekal na mnie.) Ja, zeby zmadrzal i o mnie zapomnial. Potem on napisal, ze lamie mu serce i ze ciezko wymazac z pamieci tak piekny czas, ale zrobi to dla mnie. Ja: "Jesli zlamalam Ci serce, to na Twoje wlasne zyczenie." I costam, ze myslalam, ze dba o mnie jako przyjaciel, ale nie. On: "Nie na wlasne zyczenie! Wlasnie tego chcialem uniknac. Przyjazn to troska o drugiego czlowieka." Jesli on mysli, ze jest moim przyjacielem, to ja chyba nie mam przyjaciol! On mnie nie kocha, nawet chyba nie jest zakochany, chce mnie miec, bo nie moze! Probuje mnie uwiklac w poczucie winy, dlaczego ja w ogole probuje sie przed nim tlumaczyc? Przeciez nie musze. Mam tego dosc. Napisalam mu, ze lepiej bedzie, jak przestaniemy sie widywac, dla jego dobra i nie odpisalam na tego smsa o przyjazni.
I nuce sobie pod nosem piosenke...
Anna Maria Jopek
Uznaj mnie za zaginioną
muzyka: Mateusz Pospieszalski
słowa: Marcin Kydryński
Nie wiem jak mam to powiedzieć
Że brak mi czasu i się na zdumienie twoich uniesionych brwi
Nie chce rozlewu krwi
Otwórz drzwi
Uznaj mnie za zaginioną
Raz i na zawsze
Nie wiem jak mam to powiedzieć
Ilu potrzeba mi słów
I czy nigdy ma być jednym z nich, czy nie
Abyś uwierzył że
Nie ma mnie
Uznał mnie za zaginioną
Raz i na zawsze
Nie żegnam się
Zapomnij, że widziałeś mnie kiedykolwiek
Proszę cię
Uwierz, że nie ma mnie
Uznaj mnie za zaginioną
Raz i na zawsze

PS
I chyba sie zakochuje. Nie wiem, czy to dobrze, czy zle. Chce zyc pelnia zycia, a nie asekurowac, jak Tomek. No risk, no fun.

PS2
W sumie T. nic nie wie. Nawet, jesli Sylwia cos mu powiedziala, to pewnie niezbyt prawde, bo ma z bratem slaby kontakt emocjonalny. Chociaz w sumie powiedzial, ze nic nie wie. Powolal sie na swoja "intuicje" - to sie zle skonczy, tak powiedzial. A jego intuicja zawiodla go juz przy tym, jak mnie rzucil, tego juz nie pamieta. W ogole o tym nie pamieta! To jest chore, chce sie czuc jak ofiara, wzbudzac moje poczucie winy, manipulowac mna, robi to podswiadomie, ale... On jest taki uparty, nie mozna miec innego punktu widzenia, swojego zdania. Na szczescie dzis w nocy jedzie do USA na kombinacje na jakis czas. Boje sie, ze on mi zaszkodzi... Powie cos Sylwii. Sylwia chyba nie ma autorytetu w rodzinie (ma faceta 14 lat od niej starszego, rozwiedzionego, z dzieckiem). Mimi pewnie bedzie mial to gdzies, ale nie chcialabym miec rodziny przeciw sobie. T. to robi "dla mojego dobra", tak powiedzial. Jest o tym swiecie przekonany, a tak naprawde to skonczony egocentryk. Napisalam tez do Marcina. Tak: "Hej! nie chcialabym sie narzucac, ale masz moja ksiazke. czy moglabym ja odzyskac? pozdrowienia"

Saturday, December 04, 2004

think with your heart, not with your head

Kolejny mily dzien z Mimim. Jakie to fajne, ze mozna z kims spedzac tyle czasu. :D
Nie mowie o bylych zwiazkach. Tylko, ze Tomek pisal mi smsy i chcial sciagnac do Zakopanego. Ostatecznie lepiej dla niego, ze nie pojechalam.
Nie dowiedzialam sie tez nic o poprzednich dziewczynach Mimiego, chociaz spytalam. Bylo ich tak duzo, czy tak malo?!?!?!?!?! Hm?????
Tomek w ogole czasem traktuje mnie, jak swoja kobiete, wkurzajace. :/
Dopiero poznaje Mimiego. On jest inteligentny emocjonalnie i w kazdy inny sposob. Zadziwiajace. Od razu wydal mi sie bystry, mily i fajny, ale teraz odkrywam coraz to inne cechy. Powiedzialam mu, ze na pewno ma jakiegos trupa w szafie, na pewno nie moze byc wszystko z nim w porzadku. Z jego dojrzaloscia to jest srednio... Na pewno lepiej, niz u Tomka... Moze lepiej, niz u mnie. :P Wydaje mi sie spontaniczny i pozbawiony traum, i wszystkiego rodzaju negatywnych doswiadczen, jakie sie wynosi z poprzednich zwiazkow. To znaczy, jak sie jest mlodym, to emocjonalny bagaz ma mniejsze znaczenie i ja widze to po sobie.
I w koncu wyjasnilam kwestie fizycznosci. Powiedzial, ze nie ukrywajmy, na poczatku zwraca sie uwage tylko na wyglad, ale pociagam go nie tylko fizycznie, a dzis rano dowiedzialam sie, ze dobrze mu ze mna.
Chociaz wciaz czuje lekka traume, mam takie poczucie dyskomfortu, ze znow sie cos stanie... Trzeba wyjasnic to z M. Niestety, trzeba to przerobic, zeby nad tym zapanowac... A nie mam jak! Mimi to wczoraj zrozumial, bo w pewnym momencie zauwazyl, ze sie wycofalam i przestalam odpowiadac na pytania. Zrobilo mu sie smutno i tez mial dyskomfort. Powiedzialam mu, ze wszystko jedno, jak sie tamto rozwiaze, ja chce z nim byc! Nie pamietam, co dokladnie powiedzial, ale ze wie, ze ja nie jestem taka, zeby grac na dwa fronty. Alez ja jestem nieskomplikowana! :P Oczywiscie, ze nie zamierzam grac na dwa fronty... Ech... Przykro mu bylo, zle sie poczul przez moje zachowanie, ale... Chyba juz okay.
On nigdy nie zadaje pytania wiecej niz raz, nie docieka, jak wie, ze ja nie chce mowic (nie ma zboczenia policjanta z dochodzeniowki!).
Ech, sluzowke mi w gardle wysuszylo, najpierw goraczka, potem kaszel, potem rozmawianie na dworze i jeszcze ten kominek u Mimiego = suche powietrze. Ale chyba obedzie sie bez lekarza. :*

Friday, December 03, 2004

Nowy zwiazek!!!

Spytalam, a co mi tam. :P Spytalam, czy tylko sie spotykamy, czy jest moim facetem. No i okazalo sie, ze jestem w zwiazku! Duzo sie wydarzylo od wczoraj. Koledzy traktuja mnie nieco przychylniej.
On jest inteligentny. Emocjonalnie i w ogole. Chyba mu naprawde zalezy. Powiedzial, ze od chwili, kiedy mnie zobaczyl, myslal o mnie. Jakie romantyczne. :] Dobrze mi z nim, ma takie idealistyczne podejscie. Wierzy, ze wszystko bedzie dobrze. Nie boi sie mowic o uczuciach. Moge sobie podominowac bez poczucia winy, ze pomysli, ze go zdominuje. Adoruje mnie i to jest super. Okay, Tomek tez mnie na poczatku adorowal, Marcin tez, ale Mimi jest taki bezposredni... Myslalam, ze chodzi tylko o fizycznosc, ze pociagam go, uwaza mnie za atrakcyjna kobiete, ale wiem, ze sie mylilam.
A Tomek wyslal mi wczoraj 2 smsy, jeden, ze jest w Krakowie i czy przyjade, czy randkuje. Drugi jakis glupi, ze niby go olewam etc. Mialam telefon w kurtce, wiec nawet nie wiedzialam, kiedy przyszly. Nie odpisalam. Dzis dostalam trzeciego, czy milczenie oznacza zgode i ze Tiger jest jego sasiadem. Odpisalam mu, ze bylam bardzo zajeta, czy mi nie wolno? Spytal, czy przyjade do Zakopca, sprawdzic forme kombi, jutro wrocilabym z nim. Odpisalam, ze sie nie wyspalam i musze sie zastanowic. Nie chce mi sie. Mysle, ze on mnie nie kocha, dazy mnie tylko jakims skomplikowanym uczuciem, ktore opiera sie pewnie na fakcie, ze nie moze mnie miec. My po prostu do siebie nie pasujemy! Nie wiem, czy znajomosc z nim jest warta tego wszystkiego... Owszem, wspiera mnie, ale tez doluje... Bilans jest niepewny. Nie czuje sie przez niego adorowana, ani generalnie wspierana (tylko czasami, ale w ostatni wtorek nie uswiadczylam takiego wsparcia, tylko mnie zdenerwowal). Uwazam, ze to oszukiwanie go i siebie, zwodzenie i tkwienie w takich relacjach jest niehumanitarne. A poza tym kiedy ja jestem w jego myslach, inne kobiety praktycznie nie maja szans... Ja tak nie chce, nie uwazam, zeby zainteresowanie moja osoba poprawialo mi samopoczucie, raczej powoduje wyrzuty sumienia albo cos takiego. Chce, zeby sobie kogos znalazl, poswiecal jej tyle czasu i uwagi, co mi.
Chcialabym pogadac z Marcinem na spokojnie, dla jego dobra. Podejrzewam, ze albo mu przeszlo, albo raz zawalil i potem tylko sie pograzal, i w sumie sam nie wie, dlaczego tak sie stalo. Moze napisze, jak bede chciala odzyskac ksiazke ("Samotnosc w sieci"), ktora mu pozyczylam.
I cos sweet na koniec: Mimi chodzil na silownie, dlatego jest tak dobrze zbudowany. Powiedzialam mu, ze ja nie mam miesni (chodzi o bicepsy, Tomek ciagle mi to wypomina, bo jemu sie podobaja kobiety z bicepsami rozwinietymi, ale narzeka na dziewczyny z AWFu, ze sa kulturystkami). On: ja nie potrzebuje Twoich miesni, potrzebuje Ciebie.

Thursday, December 02, 2004

"Nie chce angazowac pani moja swieca"

Pan od cwiczen z ekonomii podwiozl mnie wczoraj do domu, tzn. na Lublanska, ale stamtad przyjechalam 138. Zamierzalam z Agata, Kamila i Basia zejsc na dol, na przystanek 109 i innych, a on zaproponowal, ze nas zabierze. Najpierw odmowilam, ale dziewczyny stwierdzily, ze w sumie... czemu nie. To powiedzialam: "No to tak." One siedzialy z tylu, a ja z przodu. Kamila i Agata wysiadly na Piastowskiej, bo szly na WF, Basia na alejach, a ja dopiero na Pradniku. Troche rozmawialismy, chyba bywam zbyt bezposrednia-kokietujaca. W pewnym momencie (byla jeszcze Basia) poruszona zostala kwestia zarobkow w Polse. Ja: "Cos na ten temat wiem, moj byly chlopak byl policjantem i sie skutecznie zniechecilam..." On: "I dlatego go pani rzucila?" Ja: "NIE." On: "On pania rzucil!?" Ja: "NIE." On: "Rozstaliscie sie pokojowo?" Ja: "Tez nie! Ale naprawde nie chodzilo o pieniadze... On pracowal 14 godzin dziennie..." On: "Nie dosc, ze malo zarabial, to go w domu nie bylo?" Zmienilam temat, bo glupio mi bylo rozmawiac z cwiczeniowcem na takie tematy, szczegolnie w obecnosci Basi. Chcial mnie odwiezc do domu, ale jechal wymienic swiece i musialabym pojechac z nim. Mialam ochote, bo on jest naprawde fajny i milo mi sie z nim rozmawialo, ale to moj cwiczeniowiec w koncu! Wizualnie podobal mi sie od poczatku, ale... kurde, no. Mlody jest, chyba prawie dopiero po studiach. Potem rozmawialismy juz tylko na temat ekonomii. On jest z innego swiata troche, ale warto czasem pointegrowac sie z kadra. :>
Tomek mnie wkurzyl. Mimi obiecal sprezentowac mu pol litra za to, ze mnie wtedy przyprowadzil do domu Roberta. Ale nie o tym... Tomasz zrozumial chyba cos na opak, ze Dominika mnie zrugala za moje postepowanie. Nie przypominam sobie!!! To on zostal skrytykowany za to, ze juz sie w miare uklada miedzy nami, musi cos zepsuc. On chyba naprawde myslal, ze bede singlem! Napisal mi, ze gdybym byla singlem, mialabym szanse zobaczyc, jak sie o mnie stara. "Znow kobieta mnie zostawia, normalne. Taka trauma." On jest niemozliwy. Napisalam mu, ze nigdy go nie zostawilam, to on mnie rzucil. I w ogole, co on sobie myslal?! Ze z nim bede, bo byl dla mnie mily w weekend? Myslalam, ze jest mily, bo mu zalezy, ale jak na przyjaciolce... On sie meczy, mnie meczy jego zachowanie. Na dodatek jest w Zakopanem i dostal w COSie ten pokoj, w ktorym kiedys mieszkalismy razem...
Jestem chora, wczoraj bolalo mnie gardlo, potem glowa, potem miesnie... Wzielam aspiryne i poszlam do lozka. Myslalam, ze umre. Rano druga aspiryna, troche lepiej, ale mam bialy jezyk i czerwone luki w gardle. Cos jakby angina? :/

Wednesday, December 01, 2004

if it makes you happy...

Zaraz ide do sklepu, kupic sobie cos na sniadanie, bo wczoraj wrocilam za pozno, zeby zdazyc przed zamknieciem sklepow. Hmm...

Obudzilam sie szczesliwa. Oczywiscie pomyslalam o Mimim. Hmmm... Fajnie mi.

Jego koledzy chyba mnie nie lubia. Albo sie krepuja (watpie). Albo tez mysla, ze lece na nazwisko. W kazdym razie zachowuja sie z dystansem, chociaz powinnam moze bardziej sie przylozyc do rozmow z nimi. Na razie musze przylozyc sie do rozmow z Mimim, zanim zrobie dobre wrazenie na jego kumplach. :P

Dzisiaj sie nie spotkamy, bo on ma 2 kolokwia w czwartek, a ja powinnam pouczyc sie socjologii. Dobrze zrobi nam jednodniowa przerwa, bedziemy tesknic i w ogole... Jestem jak najbardziej za. :) Zreszta wczoraj powiedzialam mu, ze skoro juz sie do niego przywiazuje, moglby na siebie uwazac (chodzilo o autobusy i przycinanie konczyn). Jak juz wspomnialam, poczatki sa zawsze mile...

A T. napisalam, ze znajdzie kobiete bardziej cierpliwa, niz ja. Odpisal, ze juz znalazl. Jej imie zaczyna sie na W, a konczy na A. I nie jest to Wanda. Dzieciak z niego.